Ze (pół)świat(k)a nauki



Rozpoczynam nowy cykl krótkich artykułów w których będę prostował fałszywe interpretacje „naukowców” dotyczące nowo poznanych faktów z dziedziny szeroko rozumianych nauk przyrodniczych.

Znajdą tutaj miejsce również moje uwagi na temat ciekawostek z dziedziny historii i archeologii gdzie moje stanowisko w tych sprawach wykracza poza ramy zwykłego komentarza, oraz prognozy dotyczące oczekujących nas zjawisk geofizycznych itd.

Z niepokojem muszę stwierdzić, że zasypywani jesteśmy wprost górą informacji z których olbrzymia większość jest w skandalicznie fałszywy sposób interpretowana.

Tzw. „nauka” zeszła już tak na dziady, że to co jest przez tzw. „naukowców” publikowane i sprzedawane ludziom jako najświętsza „prawda” już na pierwszy rzut oka jest po prostu stekiem bzdur.

Jeszcze przed paroma laty tego typu publikacje spotkałyby się natychmiast z repliką bardziej rozgarniętych kolegów po fachu, obecnie jednak już „wszyscy” kłamią jak najęci i żaden z tzw. „naukowców” nie waży się na otwartą krytykę tych bzdetów, bo sam robi to samo.

Istnieje jednak niezaprzeczalna konieczność prostowania tych kłamstw, szczególnie jeśli te pseudo-prawdy rozpowszechniane są wśród nie zorientowanej w szczegółach i zagubionej publiczności.

Dlatego postanowiłem, przynajmniej w przypadku nielicznej grupy takich informacji, przedstawić alternatywny punkt widzenia i moim zdaniem prawidłową interpretację przedstawionych faktów.

Moje przekonanie o tej prawidłowości utwierdzone jest tym, że w wielu przypadkach przedstawiłem już alternatywne rozwiązania i te rozwiązania wymuszają zaistnienie określonych zjawisk w przyrodzie, których późniejsza obserwacja jest takim właśnie koniecznym dowodem na weryfikację przedstawionych przeze mnie tez.

Z racji olbrzymiego natłoku takich informacji, będę się ograniczał do przedstawienia w możliwie krótkich ramach mojej interpretacji takich artykułów, odsyłając czytelników do artykułów oryginalnych, w celu wyrobienia sobie własnego zdania na zadany temat.

Na pełną analizę tych tematów brakuje mi po prostu czasu.

Zapraszam więc serdecznie do zapoznania się z tymi notatkami, bo jestem pewien, że u wielu ludzi zmienią one diametralnie widzenie naszej rzeczywistości i odsłonią im oczy na skandaliczne machinacje tzw. „nauki”.


Czy komety znają Newtona?

Kometa 'Oumuamua zaskoczyła wszystkich astronomów nie tylko swoim obcym pochodzeniem, czy też swoim niesamowicie wydłużonym wyglądem, ale przede wszystkim nieoczekiwanym zmianami swojej trajektorii orbity.


Za dużo o tej sprawie nie pisano bo oczywiście nie pasowało to astrofizykom i astronomom do ich popi....nych teorii.
Jednak tak bez odpowiedzi tej sprawy nie można było pozostawić, a więc wymyślono bajeczkę o naturalnych silnikach rakietowych na jej powierzchni, które miały nadać jej to dodatkowe przyspieszenie.

Oczywiście to kompletna bzdura, bo mieliśmy to do czynienia z normalnym efektem Fly-by.

Efekt ten wytłumaczyłem tu


Co do jej niesamowitego kształtu, to powstał on na skutek generacji nowej materii wskutek włączania wakuol do pierwotnie istniejących atomów oraz nowej ich generacji. Narastanie to następowało w kierunku lotu tej komety a więc po upływie milionów lat nowo powstałe atomy nagromadziły się na niej w formie ciągle rosnącego „sopla”.

http://krysztalowywszechswiat.blogspot.com/2014/09/wszystkie-barwy-czerni.html



Przepowiednia na lipiec

Tak jak przewidywałem obecne lato zaskoczyło wielu wczesnym przyjściem i wysokimi temperaturami. Niestety jego druga część nie zapowiada się optymistycznie. Jeszcze do końca lipca możemy cieszyć się dobrą pogodą, ale później żarty się pewnie skończą i sierpień może przynieść rolnikom poważne problemy przy żniwach.

Zadecyduje o tym szczególna koniunkcja planet w dniu 27.07.2018.

w tym dniu dojdzie do ustawienia się Marsa Ziemi i Księżyca w jednej linii względem Slonca. Do tego Ziemia i Mars znajda się tak blisko siebie jak rzadko oraz dojdzie do całkowitego zaćmienia Księżyca.

Jakby tego było mało, to również Saturn i Merkury znajda się w tym momencie w koniunkcji.

Zaznaczy się to w pierwszym rzędzie ożywieniem aktywności słonecznej.

Taki zestaw ciał niebieski występuje nieczęsto i można się spodziewać wystąpienia na Ziemi całego szeregu geofizycznych fenomenów, od trzęsień ziemi począwszy a na powstaniu ciężkich burz i huraganów skończywszy.

Jednocześnie wystąpi przesilenie wzrostów Tła Grawitacyjnego i wraz z jego ponownym spadkiem do widocznego obniżenia temperatury na całej kuli ziemskiej. Tak więc druga polowa roku będzie chłodna i nie ma co liczyć na powrót upalnego lata.

Dalszy stopniowy spadek TG oznacza jednak, że deszczowa pogoda przeważy i będzie trwać aż do zimy, która zgodnie z zarysowanymi przeze mnie regułami powinna przyjść wcześnie i osiągnąć swoja kulminację w styczniu.


Uzupełnienie z dnia 31.07.2018


Tak jak to prognozowałem okres ostatniego zaćmienia Księżyca odbił się zdecydowanie na sile i częstotliwości wystąpienia trzęsień ziemi. W zamieszczonej poniżej tabeli widzimy rozkład trzęsień ziemi powyżej 5 w skali Richtera oraz ich częstość występowania w poszczególnych dniach.



Zgodnie z przewidywaniami maximum zaobserwowaliśmy bezpośrednio po wystąpieniu zaćmienia. Sam zaś dzień zaćmienia wykazał się szczególnie niewielką ilością tych trzęsień. Wynikało to z tego, że na skutek nie pełnej zgodności z równoległą koniunkcją Marsa i Ziemi, był to czas chaotycznych interferencji Tła Grawitacyjnego. Dzień później nastąpiła ich synchronizacja i doszło do pozytywnych i negatywnych interferencji oscylacji TG modulowanych przez te trzy ciała niebieskie i odpowiednio wzrosła też częstość i siła tych trzęsień.

Wprawdzie miejsce wystąpienia trzęsienia ziemi nie da się przy pomocy tej metody przewidzieć ale czas wystąpienia można łatwo ograniczyć. Najprawdopodobniej już tygodnie przez tym najsilniejszym trzęsieniem ziemi na wyspie Lombok obserwowano wzrost aktywności sejsmicznej. Tak wiec również przewidywanie miejsca wystąpienia przyszłych trzęsień ziemi jest w pełni możliwe.



Słońce czy Księżyc

Kolejna ciekawostka naukowa, gdzie interpretacja zaobserwowanego zjawiska woła wprawdzie o pomstę do nieba, która jednak po raz kolejny pokazuje to, że Azjaci nie zadowalają się już powielaniem anglosaskich wzorców badan naukowych, ale poprzez kontrolę nawet najbardziej codziennych zjawisk, sprawdzają zachodnie wzorce od podstaw.


W artykule chodzi o bardzo interesujące pytanie. Czy analizując dokładne zapiski historyczne dotyczące pogody i czasu występowanie burz atmosferycznych można w nich zaobserwować wyraźne prawidłowości.

To pytanie postawiła sobie grupa japońskich naukowców zgrupowana wokół Hiroko Miyahara. Ciekawe jest również to, że w tej grupie naukowców przeważają tacy o raczej humanistycznym zacięciu a więc tacy którzy nie zostali jeszcze kompletnie zdegenerowani zachodnią fizyką. Niestety jest wśród nich również dwóch fizyków Ryuho Kataoka i Takehiko Mikami co tłumaczy to dlaczego wnioski są tak po….ne.

W znalezieniu tych regularności pomogło im to, że w Japonii zachowało się bardzo dużo historycznych świadectw pisanych z zamierzchłych epok. Bazą analizy były zapiski pogodowe rodziny Ishikawa która od roku 1720 zapisywała codziennie obserwacje pogodowe oraz zapiski urzędników rządowych w Edo z lat 1668 do 1867.

Zaobserwowano występowanie 24 do 31 dniowego cyklu nasilonego występowania burz. Nasi ideologicznie skrzywieni fizycy wmówili innym uczestnikom tej pracy, że musi być to związane z 27 dniowym okresem obrotu Słońca wokół własnej osi. Wniosek ten to oczywista bzdura i nie warta nawet tego, aby się nią dokładniej zajmować.

Prawdziwym powodem tego cyklu jest oczywiście 28 dniowy cykl księżycowy.

Zbliżając się do nowiu Księżyc i Ziemia poruszają się tak jakby w "przeciwnych kierunkach" co powoduje, że modulacje Tła Grawitacyjnego generowane przez te ciała niebieskie prowadza częściej do wzajemnej ich interferencji, a więc prawdopodobieństwo ich wzmocnienia rośnie. Stąd rośnie też prawdopodobieństwo, że takie wzmocnienie wystąpi przed osiągnięciem przez Księżyc pozycji w nowiu.

W trakcie pełni, Księżyc i Ziemia poruszają się, że tak powiem, "w tym samym kierunku" i częstotliwość wzajemnych interferencji maleje, stąd maleje też szansa na szczególnie silny przejaw tego zjawiska. Jeśli już, to wystąpi ono dopiero po osiągnięciu pozycji pełni Księżyca.

To tłumaczy tak duży rozrzut momentów wystąpienia burz.

Oczywiście to samo zjawisko zaobserwujemy u wszystkich innych zjawisk geofizycznych, bo wszystkie one zależne są od Tła Grawitacyjnego.

Rozpoznanie takich zależności jest tak naprawdę dziecinie proste, ale trzeba dopiero Japończyków, z ich niezależnością, aby ktoś zrobił te badania.

Zachodni „naukowcy” ograniczają się po prostu do plecenia bzdur i okradania podatników.


Kiedy wybuchł wulkan na Santorinie


To pytanie zadają sobie naukowcy od lat i jak dotychczas nie znano na nie precyzyjnej odpowiedzi.

Przyczyną były rozbieżności pomiędzy datowaniem opartym na znaleziskach archeologicznych a chronologią na bazie badań radioaktywnego węgla 14C.

Badania radiometryczne wskazywały na 17 wiek przed naszą erą, a znaleziska archeologiczne, głownie znajdowanej tam ceramiki, na 16 wiek.

Właśnie ukazał się artykuł który w tej sprawie rację przyznał archeologom.


Okazało się, że ilość izotopu węgla 14C w atmosferze podlega silnym zmianom i konieczna jest dokładna kalibracja otrzymanych wyników. W przypadku tego wulkanu rozbieżności wyniosły 100 lat.

W praktyce wyniki badań radiometrycznych przyjmuje się jako pewne i odpowiednio do tego robiona jest chronologia zdarzeń historycznych.

Omawiana praca udowadnia jednak, że dokładność tych wyników jest tak mała i że mogą one służyć tylko jako duże przybliżenie.

W omawianej pracy udało się datę tego wydarzenia zawęzić do okresu pomiędzy rokiem 1600 a 1525 przed naszą erą.

Moim zdaniem można ją zawęzić jeszcze bardziej do lat między 1511 i 1510 przed naszą erą. Wynika to z tego, że prawdziwą przyczyną tej eksplozji była potrójna koniunkcja planet Wenus, Ziemi i Marsa w dniu 18.11.1512 roku p.n.e, dodatkowo związana też z tranzytem Wenus.



Taka koniunkcja jest niezwykle rzadka, ale jej wpływ na na zjawiska geofizyczne na Ziemi jest drastyczny.

Tak na przykład tranzyt Wenus w dniu 06.12.1882 połączony z koniunkcją z Marsem znajdującym się w tym czasie po przeciwnej stronie Słońca wyzwolił mechanizm generowania magmy przez wulkan Krakatau i jego gigantyczny wybuch w roku następnym.



Poprzez analogię możemy więc przyjąć, że wybuch na Santorinie nastąpił też rok po tranzycie Wenus, a więc w roku 1511 przed naszą erą. Oczywiście możliwe są drobne odstępstwa od tej daty.



Genetyka Wikingów


I znowu mamy możliwość zapoznania się z prawdopodobnym przykładem manipulacji w badaniach genetycznych. Ten przykład jest o tyle ciekawy, bo udowadnia dodatkowo jak bardzo w te manipulacje mogą być wciągnięci naukowcy o słowiańskim pochodzeniu.

Tym razem chodzi o analizę genetyczną szczątków ludzkich znalezionych na wczesnośredniowiecznych cmentarzach w mieście Sigtuna, na terenach obecnej Szwecji, które to należało do znaczniejszych ośrodków miejskich w tym czasie.

Praca ta została wykonana pod kierownictwem Pani Maji Krzewińskiej.




Pani Maja zadała sobie wiele trudu, porównując genetykę tych czy innych ludów (z upodobaniem tych najbardziej odległych od Szwecji) z wynikami badan haplogrup szczątków ludzi zamieszkujących to średniowieczne miasto.

Dziwnym trafem nie wpadła jakoś na to, żeby porównać ich z Polakami, i to mimo tego, że jako bezpośredni sąsiedzi, Polacy musieli mieć bardzo bliskie kontakty z mieszkańcami tego miasta, co zresztą potwierdzają znaleziska ceramiki i innych wyrobów rzemieślniczych w Skandynawii, które w tamtych czasach w większości były importowane z terenach zamieszkałych przez Polaków. Te znaleziska są tak powszechne i ilości takich wyrobów tak znaczne, że szwedzcy naukowcy już od dawna maja poważny problem z racjonalnym wytłumaczeniem i co rusz zaplątują się we własne kłamstwa przy próbach wykreowania swojej germańskiej przeszłości.

Jakby tego było jeszcze mało, to jeszcze „dziwniejszym“ trafem, na 14 zbadanych próbek pobranych ze szczątków mężczyzn, ani jedna próba nie pochodziła od R1a. Jest to tym dziwniejsze, bo do dzisiaj, w zależności od regionu, udział R1a w populacji Szwedów jest bardzo wysoki i może znacznie przewyższyć 25%.


Statystycznie rzecz biorąc, zaprezentowany tam rezultat prowadzi nas nie tylko metodologicznie na fałszywe tropy, ale jest najwyraźniej po prostu nieprawdopodobny.

Opierając się na podanym przeze mnie dowodzie na powszechność użycia języka słowiańskiego w dawnej Szwecji


nie mamy innego wyboru jak przyjecie pewnika, że udział haplogrupy R1a w populacji Wikingów musiał być jeszcze wyższy niż obecnie, to znaczy w opisanych badaniach powinniśmy znaleźć, w minimum 3 przypadkach R1a, wśród szczątków mieszkańców Sigtuna.

Ten przykład nie pozostawia nam żadnej innej możliwości jak podejrzenie, że i w tym przypadku chodzi o systematyczne fałszowanie wyników badan genetycznych, aby broń Boże Szwedom nie otworzyły się oczy na to, jakie jest ich prawdziwe pochodzenie.


Wyniki jakie w tym artykule zostały przedstawione możemy wytłumaczyć racjonalnie tylko
wtedy, kiedy przyjmiemy, że te szczątki mężczyzn, dla których jakoby nie udało się ustalić ich haplogrupy, należały do R1a. Wtedy i statystycznie wszystko zacznie się nagle zgadzać.

Nie można więc wyciągnąć innego wniosku jak ten, że ten artykuł jest kolejnym prymitywnym przykładem turbogermańskiej propagandy w czystej postaci, oraz jeszcze jednym przykładem tego, jak do tych manipulacji wykorzystuje się osoby o słowiańskim pochodzeniu, często nawet bez ich wiedzy, dla uprawdopodobnienia tych bezczelnych machinacji.

Translate

Szukaj na tym blogu

Polecany post

Budowa Atomu

Ulubione

Google+ Followers