Ze (pół)świat(k)a nauki



Rozpoczynam nowy cykl krótkich artykułów w których będę prostował fałszywe interpretacje „naukowców” dotyczące nowo poznanych faktów z dziedziny szeroko rozumianych nauk przyrodniczych.

Znajdą tutaj miejsce również moje uwagi na temat ciekawostek z dziedziny historii i archeologii gdzie moje stanowisko w tych sprawach wykracza poza ramy zwykłego komentarza, oraz prognozy dotyczące oczekujących nas zjawisk geofizycznych itd.

Z niepokojem muszę stwierdzić, że zasypywani jesteśmy wprost górą informacji z których olbrzymia większość jest w skandalicznie fałszywy sposób interpretowana.

Tzw. „nauka” zeszła już tak na dziady, że to co jest przez tzw. „naukowców” publikowane i sprzedawane ludziom jako najświętsza „prawda” już na pierwszy rzut oka jest po prostu stekiem bzdur.

Jeszcze przed paroma laty tego typu publikacje spotkałyby się natychmiast z repliką bardziej rozgarniętych kolegów po fachu, obecnie jednak już „wszyscy” kłamią jak najęci i żaden z tzw. „naukowców” nie waży się na otwartą krytykę tych bzdetów, bo sam robi to samo.

Istnieje jednak niezaprzeczalna konieczność prostowania tych kłamstw, szczególnie jeśli te pseudo-prawdy rozpowszechniane są wśród nie zorientowanej w szczegółach i zagubionej publiczności.

Dlatego postanowiłem, przynajmniej w przypadku nielicznej grupy takich informacji, przedstawić alternatywny punkt widzenia i moim zdaniem prawidłową interpretację przedstawionych faktów.

Moje przekonanie o tej prawidłowości utwierdzone jest tym, że w wielu przypadkach przedstawiłem już alternatywne rozwiązania i te rozwiązania wymuszają zaistnienie określonych zjawisk w przyrodzie, których późniejsza obserwacja jest takim właśnie koniecznym dowodem na weryfikację przedstawionych przeze mnie tez.

Z racji olbrzymiego natłoku takich informacji, będę się ograniczał do przedstawienia w możliwie krótkich ramach mojej interpretacji takich artykułów, odsyłając czytelników do artykułów oryginalnych, w celu wyrobienia sobie własnego zdania na zadany temat.

Na pełną analizę tych tematów brakuje mi po prostu czasu.

Zapraszam więc serdecznie do zapoznania się z tymi notatkami, bo jestem pewien, że u wielu ludzi zmienią one diametralnie widzenie naszej rzeczywistości i odsłonią im oczy na skandaliczne machinacje tzw. „nauki”.


Czy komety znają Newtona?

Kometa 'Oumuamua zaskoczyła wszystkich astronomów nie tylko swoim obcym pochodzeniem, czy też swoim niesamowicie wydłużonym wyglądem, ale przede wszystkim nieoczekiwanym zmianami swojej trajektorii orbity.


Za dużo o tej sprawie nie pisano bo oczywiście nie pasowało to astrofizykom i astronomom do ich popi....nych teorii.
Jednak tak bez odpowiedzi tej sprawy nie można było pozostawić, a więc wymyślono bajeczkę o naturalnych silnikach rakietowych na jej powierzchni, które miały nadać jej to dodatkowe przyspieszenie.

Oczywiście to kompletna bzdura, bo mieliśmy to do czynienia z normalnym efektem Fly-by.

Efekt ten wytłumaczyłem tu


Co do jej niesamowitego kształtu, to powstał on na skutek generacji nowej materii wskutek włączania wakuol do pierwotnie istniejących atomów oraz nowej ich generacji. Narastanie to następowało w kierunku lotu tej komety a więc po upływie milionów lat nowo powstałe atomy nagromadziły się na niej w formie ciągle rosnącego „sopla”.

http://krysztalowywszechswiat.blogspot.com/2014/09/wszystkie-barwy-czerni.html



Przepowiednia na lipiec

Tak jak przewidywałem obecne lato zaskoczyło wielu wczesnym przyjściem i wysokimi temperaturami. Niestety jego druga część nie zapowiada się optymistycznie. Jeszcze do końca lipca możemy cieszyć się dobrą pogodą, ale później żarty się pewnie skończą i sierpień może przynieść rolnikom poważne problemy przy żniwach.

Zadecyduje o tym szczególna koniunkcja planet w dniu 27.07.2018.

w tym dniu dojdzie do ustawienia się Marsa Ziemi i Księżyca w jednej linii względem Slonca. Do tego Ziemia i Mars znajda się tak blisko siebie jak rzadko oraz dojdzie do całkowitego zaćmienia Księżyca.

Jakby tego było mało, to również Saturn i Merkury znajda się w tym momencie w koniunkcji.

Zaznaczy się to w pierwszym rzędzie ożywieniem aktywności słonecznej.

Taki zestaw ciał niebieski występuje nieczęsto i można się spodziewać wystąpienia na Ziemi całego szeregu geofizycznych fenomenów, od trzęsień ziemi począwszy a na powstaniu ciężkich burz i huraganów skończywszy.

Jednocześnie wystąpi przesilenie wzrostów Tła Grawitacyjnego i wraz z jego ponownym spadkiem do widocznego obniżenia temperatury na całej kuli ziemskiej. Tak więc druga polowa roku będzie chłodna i nie ma co liczyć na powrót upalnego lata.

Dalszy stopniowy spadek TG oznacza jednak, że deszczowa pogoda przeważy i będzie trwać aż do zimy, która zgodnie z zarysowanymi przeze mnie regułami powinna przyjść wcześnie i osiągnąć swoja kulminację w styczniu.


Uzupełnienie z dnia 31.07.2018


Tak jak to prognozowałem okres ostatniego zaćmienia Księżyca odbił się zdecydowanie na sile i częstotliwości wystąpienia trzęsień ziemi. W zamieszczonej poniżej tabeli widzimy rozkład trzęsień ziemi powyżej 5 w skali Richtera oraz ich częstość występowania w poszczególnych dniach.



Zgodnie z przewidywaniami maximum zaobserwowaliśmy bezpośrednio po wystąpieniu zaćmienia. Sam zaś dzień zaćmienia wykazał się szczególnie niewielką ilością tych trzęsień. Wynikało to z tego, że na skutek nie pełnej zgodności z równoległą koniunkcją Marsa i Ziemi, był to czas chaotycznych interferencji Tła Grawitacyjnego. Dzień później nastąpiła ich synchronizacja i doszło do pozytywnych i negatywnych interferencji oscylacji TG modulowanych przez te trzy ciała niebieskie i odpowiednio wzrosła też częstość i siła tych trzęsień.

Wprawdzie miejsce wystąpienia trzęsienia ziemi nie da się przy pomocy tej metody przewidzieć ale czas wystąpienia można łatwo ograniczyć. Najprawdopodobniej już tygodnie przez tym najsilniejszym trzęsieniem ziemi na wyspie Lombok obserwowano wzrost aktywności sejsmicznej. Tak wiec również przewidywanie miejsca wystąpienia przyszłych trzęsień ziemi jest w pełni możliwe.



Słońce czy Księżyc

Kolejna ciekawostka naukowa, gdzie interpretacja zaobserwowanego zjawiska woła wprawdzie o pomstę do nieba, która jednak po raz kolejny pokazuje to, że Azjaci nie zadowalają się już powielaniem anglosaskich wzorców badan naukowych, ale poprzez kontrolę nawet najbardziej codziennych zjawisk, sprawdzają zachodnie wzorce od podstaw.


W artykule chodzi o bardzo interesujące pytanie. Czy analizując dokładne zapiski historyczne dotyczące pogody i czasu występowanie burz atmosferycznych można w nich zaobserwować wyraźne prawidłowości.

To pytanie postawiła sobie grupa japońskich naukowców zgrupowana wokół Hiroko Miyahara. Ciekawe jest również to, że w tej grupie naukowców przeważają tacy o raczej humanistycznym zacięciu a więc tacy którzy nie zostali jeszcze kompletnie zdegenerowani zachodnią fizyką. Niestety jest wśród nich również dwóch fizyków Ryuho Kataoka i Takehiko Mikami co tłumaczy to dlaczego wnioski są tak po….ne.

W znalezieniu tych regularności pomogło im to, że w Japonii zachowało się bardzo dużo historycznych świadectw pisanych z zamierzchłych epok. Bazą analizy były zapiski pogodowe rodziny Ishikawa która od roku 1720 zapisywała codziennie obserwacje pogodowe oraz zapiski urzędników rządowych w Edo z lat 1668 do 1867.

Zaobserwowano występowanie 24 do 31 dniowego cyklu nasilonego występowania burz. Nasi ideologicznie skrzywieni fizycy wmówili innym uczestnikom tej pracy, że musi być to związane z 27 dniowym okresem obrotu Słońca wokół własnej osi. Wniosek ten to oczywista bzdura i nie warta nawet tego, aby się nią dokładniej zajmować.

Prawdziwym powodem tego cyklu jest oczywiście 28 dniowy cykl księżycowy.

Zbliżając się do nowiu Księżyc i Ziemia poruszają się tak jakby w "przeciwnych kierunkach" co powoduje, że modulacje Tła Grawitacyjnego generowane przez te ciała niebieskie prowadza częściej do wzajemnej ich interferencji, a więc prawdopodobieństwo ich wzmocnienia rośnie. Stąd rośnie też prawdopodobieństwo, że takie wzmocnienie wystąpi przed osiągnięciem przez Księżyc pozycji w nowiu.

W trakcie pełni, Księżyc i Ziemia poruszają się, że tak powiem, "w tym samym kierunku" i częstotliwość wzajemnych interferencji maleje, stąd maleje też szansa na szczególnie silny przejaw tego zjawiska. Jeśli już, to wystąpi ono dopiero po osiągnięciu pozycji pełni Księżyca.

To tłumaczy tak duży rozrzut momentów wystąpienia burz.

Oczywiście to samo zjawisko zaobserwujemy u wszystkich innych zjawisk geofizycznych, bo wszystkie one zależne są od Tła Grawitacyjnego.

Rozpoznanie takich zależności jest tak naprawdę dziecinie proste, ale trzeba dopiero Japończyków, z ich niezależnością, aby ktoś zrobił te badania.

Zachodni „naukowcy” ograniczają się po prostu do plecenia bzdur i okradania podatników.


Kiedy wybuchł wulkan na Santorinie


To pytanie zadają sobie naukowcy od lat i jak dotychczas nie znano na nie precyzyjnej odpowiedzi.

Przyczyną były rozbieżności pomiędzy datowaniem opartym na znaleziskach archeologicznych a chronologią na bazie badań radioaktywnego węgla 14C.

Badania radiometryczne wskazywały na 17 wiek przed naszą erą, a znaleziska archeologiczne, głownie znajdowanej tam ceramiki, na 16 wiek.

Właśnie ukazał się artykuł który w tej sprawie rację przyznał archeologom.


Okazało się, że ilość izotopu węgla 14C w atmosferze podlega silnym zmianom i konieczna jest dokładna kalibracja otrzymanych wyników. W przypadku tego wulkanu rozbieżności wyniosły 100 lat.

W praktyce wyniki badań radiometrycznych przyjmuje się jako pewne i odpowiednio do tego robiona jest chronologia zdarzeń historycznych.

Omawiana praca udowadnia jednak, że dokładność tych wyników jest tak mała i że mogą one służyć tylko jako duże przybliżenie.

W omawianej pracy udało się datę tego wydarzenia zawęzić do okresu pomiędzy rokiem 1600 a 1525 przed naszą erą.

Moim zdaniem można ją zawęzić jeszcze bardziej do lat między 1511 i 1510 przed naszą erą. Wynika to z tego, że prawdziwą przyczyną tej eksplozji była potrójna koniunkcja planet Wenus, Ziemi i Marsa w dniu 18.11.1512 roku p.n.e, dodatkowo związana też z tranzytem Wenus.



Taka koniunkcja jest niezwykle rzadka, ale jej wpływ na na zjawiska geofizyczne na Ziemi jest drastyczny.

Tak na przykład tranzyt Wenus w dniu 06.12.1882 połączony z koniunkcją z Marsem znajdującym się w tym czasie po przeciwnej stronie Słońca wyzwolił mechanizm generowania magmy przez wulkan Krakatau i jego gigantyczny wybuch w roku następnym.



Poprzez analogię możemy więc przyjąć, że wybuch na Santorinie nastąpił też rok po tranzycie Wenus, a więc w roku 1511 przed naszą erą. Oczywiście możliwe są drobne odstępstwa od tej daty.



Genetyka Wikingów


I znowu mamy możliwość zapoznania się z prawdopodobnym przykładem manipulacji w badaniach genetycznych. Ten przykład jest o tyle ciekawy, bo udowadnia dodatkowo jak bardzo w te manipulacje mogą być wciągnięci naukowcy o słowiańskim pochodzeniu.

Tym razem chodzi o analizę genetyczną szczątków ludzkich znalezionych na wczesnośredniowiecznych cmentarzach w mieście Sigtuna, na terenach obecnej Szwecji, które to należało do znaczniejszych ośrodków miejskich w tym czasie.

Praca ta została wykonana pod kierownictwem Pani Maji Krzewińskiej.




Pani Maja zadała sobie wiele trudu, porównując genetykę tych czy innych ludów (z upodobaniem tych najbardziej odległych od Szwecji) z wynikami badan haplogrup szczątków ludzi zamieszkujących to średniowieczne miasto.

Dziwnym trafem nie wpadła jakoś na to, żeby porównać ich z Polakami, i to mimo tego, że jako bezpośredni sąsiedzi, Polacy musieli mieć bardzo bliskie kontakty z mieszkańcami tego miasta, co zresztą potwierdzają znaleziska ceramiki i innych wyrobów rzemieślniczych w Skandynawii, które w tamtych czasach w większości były importowane z terenach zamieszkałych przez Polaków. Te znaleziska są tak powszechne i ilości takich wyrobów tak znaczne, że szwedzcy naukowcy już od dawna maja poważny problem z racjonalnym wytłumaczeniem i co rusz zaplątują się we własne kłamstwa przy próbach wykreowania swojej germańskiej przeszłości.

Jakby tego było jeszcze mało, to jeszcze „dziwniejszym“ trafem, na 14 zbadanych próbek pobranych ze szczątków mężczyzn, ani jedna próba nie pochodziła od R1a. Jest to tym dziwniejsze, bo do dzisiaj, w zależności od regionu, udział R1a w populacji Szwedów jest bardzo wysoki i może znacznie przewyższyć 25%.


Statystycznie rzecz biorąc, zaprezentowany tam rezultat prowadzi nas nie tylko metodologicznie na fałszywe tropy, ale jest najwyraźniej po prostu nieprawdopodobny.

Opierając się na podanym przeze mnie dowodzie na powszechność użycia języka słowiańskiego w dawnej Szwecji


nie mamy innego wyboru jak przyjecie pewnika, że udział haplogrupy R1a w populacji Wikingów musiał być jeszcze wyższy niż obecnie, to znaczy w opisanych badaniach powinniśmy znaleźć, w minimum 3 przypadkach R1a, wśród szczątków mieszkańców Sigtuna.

Ten przykład nie pozostawia nam żadnej innej możliwości jak podejrzenie, że i w tym przypadku chodzi o systematyczne fałszowanie wyników badan genetycznych, aby broń Boże Szwedom nie otworzyły się oczy na to, jakie jest ich prawdziwe pochodzenie.


Wyniki jakie w tym artykule zostały przedstawione możemy wytłumaczyć racjonalnie tylko
wtedy, kiedy przyjmiemy, że te szczątki mężczyzn, dla których jakoby nie udało się ustalić ich haplogrupy, należały do R1a. Wtedy i statystycznie wszystko zacznie się nagle zgadzać.

Nie można więc wyciągnąć innego wniosku jak ten, że ten artykuł jest kolejnym prymitywnym przykładem turbogermańskiej propagandy w czystej postaci, oraz jeszcze jednym przykładem tego, jak do tych manipulacji wykorzystuje się osoby o słowiańskim pochodzeniu, często nawet bez ich wiedzy, dla uprawdopodobnienia tych bezczelnych machinacji.

24.04.2019

 

Czy zasoby ropy naftowej w Polsce są nieograniczone?



Informacja jaka ukazała się ostatnio w prasie „naukowej” przeszła bez echa, ale powinna tak naprawdę wstrząsnąć posadami światowej nauki.

Czytając artykuł, z początku wygląda wszystko tak jak zawsze. Jedyne co odbiega od stereotypu to to, że badania te robią Chińczycy. Może też dlatego w ogóle coś zostało odkryte.

Musze powiedzieć, że zdziwiłem się niepomiernie, że wyniki badan opublikowali, bo ich znaczenie ma olbrzymi aspekt polityczny i może wstrząsnąć strukturami politycznymi na świecie.

W artykule opisane są badania profilu liczebności mikroorganizmów w wodzie morskiej w rejonie Rowu Mariańskiego, a więc najgłębszego miejsca na kuli ziemskiej sięgającego 11000 metrów pod powierzchnię oceanu.


Jiwen Liu z Uniwersytetu w Qingdao i jego współpracownicy zauważyli, że poczatkowo zgodnie z oczekiwaniami ilość bakterii systematycznie malała, wraz ze wzrostem głebokości. Od głebokości 4000 m ten trend ulegl odwroceniu i czym głębiej jednak pobierano próby, tym ich ilość była większa.

Takie przyrost był jednak nieoczekiwany. Jeszcze mniej oczekiwane było to, że pomiędzy głębokością 9600 m a 10400 m wystąpi 5,6-krotny przyrost ich ilości.

Dokładne badania składu gatunkowego tych organizmów wykazały, że nalezą one do rodzaju Oceanospirillales które znane są z tego, że ich pokarmem są węglowodory a więc także ropa naftowa.

Niesamowite jest to, że liczba tych organizmów w Rowie Mariańskim jest większa niż gdziekolwiek indziej na Ziemi.

Ale to jeszcze nie koniec niespodzianek.

Badania laboratoryjne wykazały mianowicie to, że te organizmy specjalizują się w przetwarzaniu węglowodorów o parzystej licznie atomów węgla w łańcuchach cząsteczkowych.
Tymczasem potencjalne źródło pokarmu, czyli detrytus szczątków organicznych z wyższych partii toni morskiej nie zawiera w ogóle takich węglowodorów, ponieważ wszystkie organizmy żywe produkują tylko węglowodory o nieparzystej liczbie atomów węgla.

Wnioski jakie wyciągają Chińczycy to podpucha. Twierdza oni bowiem, że musi jeszcze istnieć nieznana grupa organizmów, która jest źródłem tym parzystych węglowodorów.

Oczywiście to kłamstwo jest wymuszone politycznie.

Prawidłowy wniosek jest taki, że Rów Mariański, z racji swojej głębokości, ma bezpośrednią styczność z pierwotną materią z jakiej zbudowana jest skorupa ziemska i ta odpowiada chondrytom węglowym, o czym pisałem w tych artykułach.





Ta badania nie sposób przecenić, bo potwierdzają, że ropa naftowa nie ma pochodzenia biologicznego, ale jest pozostałością z czasów formowania się naszej planety i występuje na niej w ilościach „nieograniczonych”.

Nasze nierozgarnięte elity już dawno powinni wyciągnąć wnioski z moich artykułów na ten temat i forsować supergłębokie wiercenia na Niżu Polskim.

Z racji budowy geologicznej, Polska pływa dosłownie na ropie naftowej i je zasoby przewyższają wyobrażenia największych fantastów.

Wystarczy tylko po nią sięgnąć.



O elektronach i przekazywaniu impulsu


Zarówno klasyczna fizyka jak i jej nowoczesna odmiana, zwana fizyką kwantową, coraz częściej natrafiają na przeszkody nie do pokonania w wyjaśnianiu otaczającej nas rzeczywistości.
Obie bazują na niepodważalnych zasadach których uwzględnieniu jest w każdym przypadku konieczne, dla zachowania spójności lansowanego przez fizyków modelu rzeczywistości.
Dotyczy to również tak zwanego zjawiska fotoelektrycznego, czyli pojawienie się ładunku elektrycznego pod wpływem naświetlania metali promieniowaniem np. ultrafioletowym.

W 1899 roku Philipp von Lenard stwierdził, że wyzwalanie się swobodnych elektronów nie jest zależne od natężenia promieniowania a jedynie od jego częstotliwości.

Ostatnio grupa fizyków z Instytutu fizyki jądrowej na Uniwersytecie Goethego we Frankfurcie nad Menem postanowiła przyjrzeć się dokładniej temu zjawisku, z uwzględnieniem tego, w jaki sposób następuje podział impulsu przenoszonego przez foton na odbierający ten impuls atom, z uwzględnieniem składowych części tego atomu, a wiec jądra atomowego i elektronów.

Według obowiązujących zasad, jądro atomowe musi przejąć prawie w całości impuls fotonu, z racji nieporównywalnie większej jego masy w stosunku do elektronu.

Odpowiednie urządzenie do pomiaru tego efektu zostało zaprojektowane i wykonane przez grupę fizyków tego uniwersytetu, kierowaną przez dr Alexandra Hartunga.
Urządzenie to o nazwie COLTRIMS (Cold Target Recoil Ion Momentum Spectroscopy) jest zdolne do jednoczesnego pomiaru pędów kwantów promienia laserowego padającego na atomy argonu, oraz pędów uwolnionych elektronów i impulsu przejętego przez jądro atomu argonu.

Wyniki tych badani okazały się być absolutnym zaskoczeniem.

Zamiast oczekiwanego przejęcia pędu fotonu przez jądro atomowe zaobserwowano, że pęd ten jest w rzeczywistości w jednej trzeciej przekazywany na wyzwalany z atomu argonu elektron.

Dokładny opis eksperymentu znajdziemy tutaj:

https://arxiv.org/abs/1902.07278

Co dalej następuję, to typowa dla fizyków ściema i puszczanie zasłony dymnej w formie jakiegoś wydumanego pola magnetycznego związanego ze „spinem“ kwantu promieniowania i bla bla bla.
Jakoś nikt nie zadał sobie pytania, dlaczego impuls fotonu przekazywany jest akurat w 1/3 a nie np. w połowie albo 1/4 na elektron.

Oczywiście na te pytania fizycy nie maja żadnej sensownej odpowiedzi, a odpowiedz jest tak naprawdę bajecznie prosta.

Z racji budowy atomu, jako związku pojedynczych wakuoli przestrzeni, impuls musi być podzielony po równo na pojedyncze składniki atomu czyli wakuole. 



Cześć z nich odpowiedzialna jest za efekty które fizycy opisują jako elektrony, a które są tylko przejściowym pojawieniem się ładunku elektrycznego w atomie, inne na protony, będące przejściowym pojawieniem się ładunku dodatniego, oraz neutrony.


Tak się głupio składa, ze w atomie argonu ten podział jest symetryczny i atom ten składa się z takiej samej liczby „protonów”, „elektronów” i „neutronów”, co prowadzi do identycznego podziału impulsu fotonu.

Gdybyśmy użyli do doświadczenia gazu o innym stosunku tych elementów to podział impulsu byłby odpowiednio inny.

Tak więc do wyjaśnienia tego zjawiska nie trzeba żadnych kwantowych hocków-klocków, tylko odrobiny zdrowego rozsądku.


Gdzie się podział dwutlenek węgla

W ostatnich miesiącach jesteśmy świadkami wydarzeń, które dramatycznie wpłynęły na nasze życie, a których przyczyny nie do końca są nam jeszcze znane.

Nie będziemy się jednak zajmować tematem wirusa corona, za to zastanowimy się, jakie konsekwencje miało wygaszenie działalności gospodarczej na całym świecie przez okres tych kilku tygodni.

Oczywiście podstawowe były natury ekonomicznej i społecznej, ale to jest znane i już mało interesujące, bo temat, że tak powiem oklepany.

O wiele bardziej interesujące jest to, że ten drastyczny spadek działalności gospodarczej oraz zamknięcie całych narodów praktycznie w areszcie domowym spowodowało, odpowiednie do tego, zmniejszenie zużycia „nieodnawialnych” nośników energii i to w drastycznie.

Poniższy artykuł jest próbą oceny skali tych zmian, w odniesieniu do emisji dwutlenku węgla do atmosfery.


W skrócie, w omawianym czasie nastąpił spadek emisji CO2 o 17%

Przynajmniej tak twierdza autorzy tych badań. Jeśli jednak uwzględnimy drastyczne spadki na rynku paliw, to ta liczba wydaje mi się dramatycznie zaniżona.

Mimo to, był to spadek znaczny i jeśli mechanizmy obiegu CO2 w przyrodzie są prawidłowo przedstawiane przez naukę, to powinno się to natychmiast zaznaczyć w pomiarach zawartości CO2 w atmosferze.

Tymczasem monopolista w tych pomiarach, laboratorium które już od lat podaje nam manipulowane wartości CO2 w atmosferze, jeszcze się nie zorientowało, ze udowadnia właśnie bezsens tych pomiarów i podaje wyniki które dalej wskazują na nieustanny wzrost CO2 w atmosferze, tak jakby ten drastyczny spadek emisji był bez jakiegokolwiek znaczenia.

Jeśli tak, to również i odwrotnie, czyli przy odpowiednio wysokim wzroście emisji CO2 nie powinno się to zaznaczyć w wyniku pomiaru.

Jedyny logiczny wniosek to taki, że emisja CO2 przez człowieka nie ma żadnego wpływu na jego zawartość w atmosferze



Pomiary NOOA i spadek emisji CO”wykluczają się jednak całkowicie.

Albo NOOA ma rację i mierzy rzeczywiste wartości CO2, co w tym przypadku musi oznaczać widoczne spadki ilości mierzonego CO2 (tu po prostu nie ma żadnej alternatywy), albo te pomiary to jedno wielkie gówno.

I to podejrzewałem już od dawna, publikując parę artykułów na ten temat.





Te moje przypuszczenia, mimo że już przed laty podbudowane silnymi dowodami, znalazły w obecnej sytuacji ultymatywne potwierdzenie.

Zresztą to nie jedyne oszustwo które ostatnie wydarzenia zdemaskowały.

Również jeśli chodzi o pomiary zanieczyszczenia powietrza miast gazami wydechowymi silników spalinowych, a w szczególności tlenkami azotu, to i tu, w okresie kiedy ruch samochodowy w praktyce ustal, powinniśmy zarejestrować gwałtowny spadek wielkości tych pomiarów.

Tymczasem jest dokładnie odwrotnie i w wielu miastach w Niemczech zarejestrowano rekordowo wysokie pomiary tlenków azotu.


Oczywiście odpowiednie grupy interesów, dla których ekologia stała się kurą składającą złote jaja, próbują zatuszować obserwowane fakty.

Jednak ci co mają otwarte oczy mogli się jeszcze raz przekonać, że „naukowcy” nie mają zielonego (nomen est omen) pojęcia o przebiegających w przyrodzie procesach. 
 
 

Naukowy galimatias na Słońcu. 18.12.2020


Kolejna ciekawostka o tym jak „naukowcy“ z prostej rzeczy potrafią zrobić skomplikowany galimatias.

Tym razem wymyślili sobie, że umieją przewidzieć kiedy nastąpią wybuchy na Słońcu.

Oczywiście użyli w tym celu skomplikowane przyrządy i prowadzili badania kosztujące podatników miliony, aby dojść do tego samego co mi udało się zaobserwować za friko.


http://wideo.wp.pl/plamy-na-sloncu-naukowcy-rozwiazali-zagadke-6579731590592129v


Wychodzac z zasad wynikających z mojej „Teorii Wszystkiego” możemy zrozumieć i przewidzieć wszystkie zjawiska zachodzące we Wszechświecie.


Zgodnie z nimi, za procesy heliofizyczne na Słońcu muszą odpowiadać koniunkcje planet Układu Słonecznego.


https://krysztalowywszechswiat.blogspot.com/2014/08/


I tak też to było i w tym przypadku. 


 


Około 01.11.2020 mieliśmy wielką koniunkcję Jowisza i Saturna która to spowodowała głęboko pod powierzchnią Słońca powstanie olbrzymich pęcherzy materii słonecznej, w których budujące tę materię podstawowe jednostki przestrzeni, zmuszone zostały do zwiększenia częstotliwości własnych oscylacji. W wyniku tego spadła masa tej materii, jak i obniżyła się jej temperatura. Ten spadek masy spowodował wędrówkę tej materii ku powierzchni Słońca i kiedy po 26 dniach obszar ten znowu zwrócił się w stronę Jowisza i Saturna, kolejny wzrost oscylacji Tła Grawitacyjnego doprowadził do wybuchu na Słońcu.

https://www.spaceweather.com/archive.php?view=1&day=26&month=11&year=2020

 

A na Ziemi niespokojnie 23.12.2020


W dniu 14.12.2020 miało miejsce zaćmienie słoneczne.


https://eclipse.gsfc.nasa.gov/SEplot/SEplot2001/SE2020Dec14T.GIF


Na efekty nie trzeba było czekać.


Równolegle do zaćmienia wybuchł wulkan Etna na Sycylii.


Ten wybuch był bezpośrednio związany ze wzrostem Tła Grawitacyjnego na Ziemi.


https://krysztalowywszechswiat.blogspot.com/2019/08/o-wpywie-koniunkcji-cia-niebieskich-na.html


Ten związek podkreślony jest jeszcze tym ze Etna jest jednym z najlepiej kontrolowanym wulkanem na Ziemi i mimo to jej wybuch był kompletnym zaskoczeniem dla „naukowców”.


Na wybuch wulkanu Kilaeua trzeba było parę dni czekać, ale i w jego przypadku związek z zaćmieniem słonecznym jest jednoznaczny.


https://www.youtube.com/watch?v=WsJTqc-1H84


Tym bardziej ze i w tym przypadku jego wybuch był całkowitą niespodzianką.


Również inne zjawiska geofizyczne przyjęły bezpośrednio po zaćmieniu katastrofalne rozmiary. W Ameryce Północnej rozpętała się niesamowita burza śnieżna.


https://www.youtube.com/watch?v=vXCiQBwC_LY


A w Australii wyjątkowo wysokie fale zniszczyły kompletnie najpiękniejsze wybrzeże kontynentu.


https://www.youtube.com/watch?v=ilaR5v12-jU


Oczywiście to nie koniec tych przykładów, ale nie wszystkie zwróciły moją uwagę.

 

28.12.2020

A tu potwierdzenie w postaci naprawdę dużego trzęsienia ziemi w Chile

https://earthquake.usgs.gov/earthquakes/eventpage/us6000d3i9/map

 

 

15.10.2021 Ciekawostka z La Palmy

 


NASA opublikowała ostatnio spektakularne zdjęcie chmury popiołu unoszącego się nad wulkanem Cumbre Vieja na wyspie La Palma w trakcie aktualnego wybuchu.


https://next.gazeta.pl/next/7,172392,27657962,hiszpania-wulkan-cumbre-vieja-w-fazie-najwiekszej-erupcji.html


Co na tym zdjęciu zastanawia to to, że chmura popiołu nie rozprzestrzenia się w formie jednorodnej warstwy na granicy dwóch warstw atmosferycznych, ale tworzy ciąg koncentrycznych pierścieni.

Ta obserwacja zastanowiła oczywiście wiele osób i zmusiła tzw. „naukowców“ do próby przekonania ludzi, że potrafią je wytłumaczyć w rozsądny i logiczny sposób.

Oczywiście to tłumaczenie to stek bzdur, nad którym nie warto się nawet rozpisywać, ale samo zjawisko jest tak ważne, że warto się faktycznie zastanowić nad tym, dlaczego doszło do powstania tych pierścieni.

Zgodnie z moją teorią powstawania wulkanów, są one rezultatem nie jakiejś bliżej nie wytłumaczalnej obecności stref o podwyższonej temperaturze we wnętrzu Ziemi, ale powstają na zasadzie zjawiska samopodgrzewania się materii, jeśli w poszczególnych jej molekułach pojawia się wakuole o rożnej częstotliwości oscylacji własnych.

Zjawisko zmiany częstotliwości oscylacji wakuoli występuje w trakcie zaćmienia słonecznego w trakcie którego, wartość Tła Grawitacyjnego ulega znacznym wahaniom.

Jeśli w tym czasie dojdzie do zmian fazowych w minerałach i cząsteczkach materii (a do takich zmian musi dojść, bo wymusza to zmiana TG), to powstające nowe cząstki czy też minerały, mają inną częstotliwość oscylacji w stosunku do otoczenia i powoduje to powstanie interferencyjnych zjawisk wzrostu i spadku amplitudy tych oscylacji.

Z czasem następuje ich stopniowa synchronizacja i coraz większe ilości takich molekuł zaczynają oscylować we wspólnym rytmie takich wzrostów i spadków.

Powoduje to oczywiście stopniowy wzrost temperatury aż do pojawienia się przejścia fazowego i w przypadku wulkanów jest to punkt w którym skały ulegną stopieniu i wytworzy się płynna magma. 

Strefa topienia się skał przesuwa się stopniowo na zewnątrz i zbiornik magmy rośnie tak długo, dopóki magma nie wyleje się na powierzchnię ziemi, tworząc nowy wybuch wulkaniczny.

Ten opisany interferencyjny proces oddziałuje na całe otoczenie, prowadząc do powstania lokalnego pola grawitacyjnego z centrum w obrębie zbiornika magmowego.

To lokalne pole grawitacyjne nie jest stałe, ale podlega dokładnie takim samym oscylacjom jak ma to miejsce w skalach otaczających zbiornik magmy. W okresach szczególnego wzrostu amplitudy tych oscylacji obserwujemy to w postaci trzęsień ziemi, które są niczym innym, jak tylko ciągiem szybkich zmian wartości „przyśpieszenia ziemskiego“.

Trzęsienia ziemi nie są więc związane z jakimiś ruchami mas skalnych we wnętrzu Ziemi, jak próbują to nam wmówić „naukowcy“, ale są zwykłym objawem szybkich zmian oscylacji „przyciągania ziemskiego“.

Nie bez przyczyny obszary występowania wulkanów i obszary występowania trzęsień ziemi pokrywają się prawie że idealnie ze sobą.

W opisanym przypadku granica warstw atmosfery o rożnej temperaturze powietrza funkcjonuje jak oscylująca membrana, ponieważ zmiany TG powodują cykliczne przyspieszenia cząstek atmosfery na tej granicy.

Chmury wulkanicznego popiołu, które dotarły do tej granicy podlegają więc oddziaływaniu tych ruchów i grupują się tam, gdzie oscylacje tej membrany są minimalne i oddzielają się od siebie obszarami o wysokiej amplitudzie jej oscylacji.

Tak jak możemy zaobserwować to na tym video:


https://www.youtube.com/watch?v=b3gzS9olw38


Jeśli będziemy mieli szczęście i NASA zignoruje doniosłość tych obserwacji, to będziemy mogli w przyszłości zaobserwować, że te zmiany oscylacji przyspieszenia ziemskiego mogą również doprowadzić do całkiem innych form geometrycznych grupowania się pyłu wulkanicznego na granicy warstw atmosferycznych.


https://www.youtube.com/watch?v=wvJAgrUBF4w


Podejrzewam jednak, że ci tak zwani „naukowcy“ nie są aż tacy głupi, żeby publikować obserwacje podważające absolutnie sens ich egzystencji i ośmieszające ich teorie, udowadniając ich kompletną bezsensowność.

 

Skarlała generacja

Wbrew narzucającej się sugestii, nie chcę tym razem omawiać tu tematu upadku zasad moralnych i intelektualnej degeneracji obecnego pokolenia, bo jest to problem wykraczający znacznie poza zakres poruszanych na tym blogu tematów.

Zajmiemy się natomiast ciekawą obserwacją potwierdzającą bezpośrednio prawidłowość mojej teorii Tła Grawitacyjnego i zasad na jakich opiera się funkcjonowanie naszej rzeczywistości.

Obserwacja z pozoru niewinna.

Mniej lub więcej przypadkowo zdarzało się tak, że ktoś od 40 lat ważył i mierzył ptaszki w amazońskiej dżungli.


https://www.science.org/doi/10.1126/sciadv.abk1743


Po 40 latach takich ciągłych pomiarów na dziesiątkach tysięcy ptaków, postanowił zweryfikować te dane statystycznie.

Ku jego zaskoczeniu okazało się, że gatunki ptaków żyjących w dżungli cały rok i nie zmieniające miejsca swojego pobytu, wykazują w ciągu ostatnich 40 lat statystycznie znaczący spadek średniej wagi ciała, a u znacznej części tych gatunków również przyrost długości skrzydeł.

Te zmiany wystąpiły u wszystkich gatunków niezależnie od ich warunków życia oraz sposobu odżywiania.

Nie mogą więc być one spowodowane np. wpływem człowieka na ich środowisko życia, bo zmiany te obejmują również gatunki żyjące w strefach objętych absolutną ochroną przyrody.

Oczywiście tak zwani „naukowcy“ spekulują na całego, wysuwając mniej lub bardziej uzasadnione przypuszczenia, które przy bliższej analizie okazują się tylko mydleniem oczu podatnikom.

Tak jak to już wielokrotnie przytaczałem, zjawisko to jest powszechne na Ziemi i nie jest bynajmniej ograniczone do ptaków. Zjawisko karłowacenia jest wszechobecne i obejmuje wszystkie gatunki zwierząt, o czym pisałem np. tutaj:


https://krysztalowywszechswiat.blogspot.com/2018/06/karowata-przyszosc.html


Oczywiście również gatunek Homo sapiens😊 😊 😊 nie jest tutaj wyjątkiem. Również wśród ludzi zaczyna się to zjawisko nasilać, z tym że jest ono po częściowo niweczone polepszeniem się sytuacji zdrowotnej i dobrym wyżywieniem obecnej populacji.


https://krysztalowywszechswiat.blogspot.com/2015/07/o-ewolucji-czowieka.html


Jednak w krajach w których ta sytuacja trwa już dłużej, jak na przykład w USA , zjawisko to jest już obecnie statystycznie zauważalne i kolejne pokolenia Amerykanów stają się coraz mniejsze.

Wszystko to jest wyrazem rosnącej wartości TG w Układzie Słonecznym i nie jest bynajmniej odbiciem lokalnych zmian, ale efektem globalnego wzrostu tej wartości w naszej części Drogi Mlecznej, które to mają swoje przyczyny w globalnych procesach o których porozmawiamy przy okazji.

 

24 komentarze:

  1. Jest tak sucho .czy to apokalipsa annodomini

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością jeszcze nie. Ale lato będzie rzeczywiście bardzo suche i gorące.

      Usuń
    2. Hello,

      im very interested and fascinated by your posts. I read an your german page "Universumskristall" because my polish isnt good. It is possible to get an e-mail adress? Because i would like ask you some questions (mostly about you history thoughts). It is very nice to find a person which dont believe everything from the media and "historians".

      Usuń
  2. Hiszpanie mają słowiańskie korzenie . Czytaj artykuł

    OdpowiedzUsuń
  3. Skąd te trzęsienia ziemi w Japoni Peru i wulkan na Bali .co w tym kosmosie się dzieje ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Sytuacja zapowiada się rzeczywiście ciekawie. Przynajmniej do 20.07.2019 czeka nas jeszcze więcej tego typu „niespodzianek".

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie tylko mamy dużo ropy mamy największe złoże tytanu na świecie.znajduje się dokładnie tam gdzie jest amerykańska baza wojskowa w polsce.ciekawe nie.na AGH dokładnie wiedzom o tych złożach .pisze o tym w necie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze jedno odnośnie ropy ,czy to skarb czy przekleństwo dla naszego narodu?

    OdpowiedzUsuń
  7. Rok 2019 symboliczne przynależy planecie Merkury,tak twierdzi wielowiekowa tradycja meteorologiczna.Kiedy to wyznawano powszechnie że niebo i Ziemia stanowią harmonijnom całość, wzajemnie na siebie oddziałują.Można znaleźć taki zapis .Rok więc niniejszy w powszechności więcej suchych wiatrów i zimna , niż ciepła i wilgoci mieć będzie.Rok 2018 symbolizuje Wenus a 2017 słońce i tak dalej zmieniają się co 7 lat.Mysle że dawniej ludzie byli w stanie lepiej przewidzieć prognozę rocznom niż dzisiejsi meteorolodzy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moim zdaniem czujniki CO2 som poprostu ustawione na wysokie wartości i koniec.

    OdpowiedzUsuń
  10. Z tą Etną i Kilaueą dobrze byłoby sprawdzić ogólną aktywność wulkaniczną na Ziemi w ostatnim czasie, bo wyrwane z kontekstu niewiele mówią. Wiele wulkanów również nie wybuchło, ale jak ich średnia aktywność wzrosła, to jest to podane jak na dłoni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówią wystarczająco wiele. Oczywiście tylko dla tych, którzy chcą tę mowę zrozumieć. Porównywania średniej aktywności to wchodzenie na drogę manipulacji, bo obiektywnych kryteriów tu brakuje.

      Usuń
  11. A do tego wystąpiły roje trzęsień ziemi na atarktydzie .ciekawe czy obudzom się tam wulkany , już niedługo wystąpi nad tym rejonem zaćmienie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawostką jest również to, że trzęsienie ziemi w Chorwacji było też bezpośrednio związane z ostatnim zaćmieniem Słońca. Nie tylko w dniu zaćmienia występuje koniunkcja Ziemi i Księżyca, ale również 14 dni przed i 14 dni po zaćmieniu słonecznym.
      Te dodatkowe koniunkcje często obserwujemy jako zaćmienia Księżyca. One też prowadzą do omawianych efektów geofizycznych.

      W trakcie trzęsienia ziemi w Chorwacji nie doszło wprawdzie do idealnego ustawienia się Ziemi Księżyca i Słońca w jednej linii, ale to ustawienie było bardzo bliskie ideału.

      Trzęsienie ziemi w Chorwacji wystąpiło dokładnie w trakcie pełni Księżyca.

      Usuń
  12. Mam do Pana pytanie dość ważne z mojego punktu widzenia.chodzi o pogodę na lato.Jesli nie będzie jakiś anomalia pogodowych i znów klęska urodzaju to katastrofa.Dziękuje z góry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda szykuje się raczej spokojna, ale generalnie raczej chłodno z późną wiosną i chłodnym początkiem lata. Dopiero w sierpniu szykuje się bardzo zmienna pogoda, z okresami upałów, ale i z burzami prowadzącymi nawet do lokalnych powodzi po gwałtownych opadach.

      Usuń
    2. A skąd ta chłodna wiosna się wzięła? Naturalny cykl słoneczny, czy też jakieś inne przyczyny?

      Usuń
    3. Naturalny cykl położenia planet w Układzie Słonecznym

      Usuń
  13. Czy po zaćmieniach księżyca nad oceanem spokojnym 26-05-2021,18-11-2021,15-05-2022 możliwe jest że utworzy się el ninio?

    OdpowiedzUsuń
  14. Zachęcam do przeczytania artykułu . Nauka w Polsce" w jonosferze widać wczesne symptomy trzęsień ziemi i tsunami"

    OdpowiedzUsuń
  15. Życzę zdrowych i spokojnych świąt bożego narodzenia Panu i wszystkim uczestnikom bloga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i życzę wzajemnie Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku.

      Usuń
  16. Czy pogoda wiosnom i latem sprawi nam jakieś duże niespodzianki?

    OdpowiedzUsuń

Translate

Szukaj na tym blogu