Słowiańska historia Hiszpanii. Zacznijmy od nazw

Słowiańska historia Hiszpanii. Zacznijmy od nazw

Hiszpania kojarzy się nam raczej z przyjemnymi rzeczami. Dla jednych z urlopem, słońcem i relaksem, dla innych z piłką nożną.
Ale przeszłość tego kraju ma i swoje ciemne strony, które dotknęły również naszych słowiańskich przodków.

Tu jednak nasuwa się pytanie, jakie postawi sobie zapewne wielu czytelników: co wspólnego ma Hiszpania ze Słowianami?

Odpowiedz na nie nie jest prosta, bo te związki sięgają tysięcy lat wstecz i ich ślady zostały już częściowo zatarte.

Spróbujmy jednak podążyć tym tropem i odsłonić prawdziwą historię tego kraju.

Już sama nazwa Hiszpania powinna być dla nas zastanawiająca. Wprawdzie podawane są liczne wytłumaczenia tej nazwy, ale nie mogę się pozbyć wrażenia, że są to tylko wymysły, nie odpowiadające w najmniejszym stopniu rzeczywistości.


Moim zdaniem nazwa tego kraju wiąże się z tym, że już od najdawniejszych czasów tereny Hiszpanii były zasiedlane przez kolejne fale słowiańskich osadników z obszaru Europy Środkowej. Ta napływowa ludność była wprawdzie nieliczna, ale przejęła najwyższe pozycje w hierarchii społecznej i przez następne tysiąclecia kształtowała historię tego kraju.

Ponieważ byli to Słowianie, to i język słowiański ukształtował nazewnictwo geograficzne tego rejonu Europy.


Nazwa Hiszpania składa się ze złożenia dwóch określeń. His i Pania.

O ile dla „Panii” znajdziemy łatwo wytłumaczenia znaczenia tego słowa, pochodzi ono jednoznacznie od naszego słowa „Pan” w znaczeniu „Władca” „Właściciel” „wolny obywatel”, od tego wywodzi też nasze określenie „państwo”, o tyle pierwsza część tego wyrazu jest trochę zagmatwana.

Wynika to z tego, że pierwsza litera „H” jest podmieniona i pierwotnie w tym miejscu występowała litera „W”. Kiedy greka i łacina zdominowały piśmiennictwo w Europie, to musiało dojść do wyeliminowania litery „W”, bo ta nie występuje w greckim ani w łacinie. Z jakichś tam względów nie zastąpiono jej literą „B”, co czyniono najczęściej, ale literą „H”.


Tak więc pierwotnie Hiszpanię nazywano Wispania, a dokładniej Wiśpania.
W polskich gwarach ludowych do dzisiaj ostało się słowo „wiśta” jako określenie kierunku na lewo.

https://pl.wiktionary.org/wiki/wi%C5%9Bta

Podobnie określano również kierunek zachodni, bo patrząc prosto w kierunku gwiazdy polarnej kierunek zachodni znajduje się dokładnie po naszej lewej stronie. Tak więc nazwa ta oznaczała kraj „Zachodnich Panów”.

Potwierdzenie tej interpretacji znajdziemy również w określeniu „Wizygoci”.
Również i tu tzw. nauka rozpowszechnia wierutne kłamstwa wiążąc ten lud z niemieckojęzycznymi Germanami, których tam tak naprawdę nigdy nie było.


I w tym przypadku mamy do czynienia ze złożeniem dwóch określeń. Pierwsze już znamy, to omówione powyżej „Wis”.
Określenie „Goci” to temat na osobny artykuł.


Wspomnę tutaj tylko krótko, że występuje ono również w nazwie plemienia Ostrogoci. U tych ostatnich pierwszy człon nazwy pochodzi jednoznacznie od słowiańskiego określenia na wyspę - „Ostrów”. Musimy więc wnioskować, że nazwa Ostrogoci oznaczała po prostu Goci z wysp.
Jeśli skojarzymy to np. z wyspą Gotlandią, to oznacza to, że chodzi tu o skandynawskich Słowian zamieszkujących wyspy na Bałtyku.


Pozostaje wyjaśnienie nazwy Goci. Nazwa ta, lub nazwami pokrewnymi, określano liczne plemiona i to w wielu zakątkach Europy. Spotkamy ją w Skandynawii jak i na Bałkanach.
Moim zdaniem odnosi się ona do plemion świętujących „Gody” czyli święto zimowego przesilenia, przejęte następnie przez chrześcijaństwo jako „Święta Bożego Narodzenia”.


Do tego tematu wrócimy jednak kiedy indziej.

Zastanawiające jednak jest to, że historycy zachodni i ich polskie pieski z upartością maniaków obstają przy germańskim (to znaczy niemieckojęzycznym) pochodzeniu Wizygotów.

Jeśli byłaby to prawda, to musiałoby to pozostawić jakieś ślady w języku hiszpańskim, a szczególnie w nazewnictwie geograficznym. Jednak czegoś takiego w Hiszpanii nie ma.
Tylko z dużym wysiłkiem i z dużą dozą dobrej woli można znaleźć parę nazw gdzie możemy mieć jakieś skojarzenia z językiem niemieckim.

Jak to jest jednak możliwe, że całe wieki obecności „niemieckojęzycznych” Wizygotów, Wandali, Suewów i Alanów nie pozostawiło w tym kraju po sobie żadnych śladów?

Odpowiedz na to pytanie jest bardzo prosta. Wszystkie te plemiona nie mają z Niemcami ani z językiem niemieckim nic wspólnego, bo byli to Słowianie i nasi bezpośredni przodkowie z terenów między Renem a Dnieprem, włączając w to wybrzeże Bałtyku łącznie z południową częścią Skandynawii.

To właśnie ta ostatnia fala słowiańskiego osadnictwa pozostawiła największe ślady w języku hiszpańskim a szczególnie w nazewnictwie geograficznym tych terenów.

Dlaczego jednak nikt na to nie zwraca uwagi?

Również i w tym przypadku odpowiedz jest prosta. To nasze umysłowe lenistwo i wiara w oszukańcze autorytety nie pozwala nam zobaczyć podobieństw z naszym językiem, mimo że są one tak naprawdę nie do przeoczenia.

To stwierdzenie spotka się pewnie z niedowierzaniem, bo znamy przecież wiele przykładów na to, że nazewnictwo geograficzne Hiszpanii nie pasuje do języków słowiańskich.

Jest to jednak wynikiem tego, że od czasów reconquisty i dominacji Inkwizycji i Kościoła w polityce tego kraju, świadomie starano się zatrzeć wszystkie ślady powiązań Hiszpanii ze Słowiańszczyzną.
Te starania uwieńczone zostały sukcesem i hiszpanizacja tego kraju, czyli wyparcie dialektów słowiańskich przez nowe języki oparte na łacinie, oraz tworzenie hiszpańskobrzmiących neologizmów, zatuszowało skutecznie słowiańskość tego kraju.

Całe szczęście ta akcja nie we wszystkich przypadkach była skuteczna. Po prostu w przypadku największych miast, gór, czy ważnych rzek nie tak łatwo nakłonić ludzi do używania nowego nazewnictwa i stare nazwy zachowują się na przekór staraniom rządzących w formie tylko niewiele zmienionej od pierwotnej.

Temu właśnie zjawisku zawdzięczamy to, że szczególnie wśród największych miast hiszpańskich słowiańskie nazwy są jeszcze powszechne.

Przykłady te są tak oczywiste, ze nie mogę się temu nadziwić dlaczego nikt tych związków nie podejmował.

Zanim przejdziemy do przykładów muszę jeszcze kolejny raz zwrócić uwagę czytelników na metodykę zacierania słowiańskich śladów językowych.

Metodyka ta została zastosowana we wszystkich krajach Europy Zachodniej. Polegała ona na nadaniu poszczególnym literom innego brzmienia niż to było pierwotnie. W angielskim czy francuskim posunięte to jest do skrajności ale i w hiszpańskim udało się zmienić wymowę wyrazów poprzez takie triki jak np. literę „C” wymawia się częściowo jako „S” lub „K” a np. literę „H” nie wymawia się w ogóle, za to literę „J” zaczęto wymawiać jako „H”.
Wystarczy wprowadzić zaledwie parę takich zmian i trochę neologizmów i już mamy nowy język, nie podobny w niczym do pierwotnego.


Niekiedy jednak słowiańskie nazwy ostały się w Hiszpanii w całej okazałości.

Np. w nazwie miasta Cordoba.

Tu wymawia się „C” jak w łacinie i otrzymujemy wyraz KORDOBA. Jest on niczym innym jak złożeniem wyrazu KOR DOBA. W przeszłości miasto to nazywano jednak trochę inaczej: KOR DUBA,


a to oznacza po prostu „Kora Dębu”.

Jest to tym bardziej oczywiste, bo Korduba znajduje się w centrum uprawy dębu korkowego w Hiszpanii i otoczona jest milionami rosnących tam drzew.

Innym przykładem jest bliska Polakom, z racji wojen napoleońskich, Saragossa.
Po hiszpańsku nazwa tego miasta jest jeszcze bardzie związana ze słowiańskim, bo zapisuje się je jako ZARAGOZA i oznacza po prostu „Za ragoza”.
Ragoza to nic innego jak trochę fałszywie zapisane określenie „rogoża”. Oznacza ono roślinę bagienną nazywaną obecnie pałką szerokolistną. Nazwa „rogoża” jest jednak jej "prawdziwą" polską nazwą.


W chorwackim nazwa tej rośliny pokrywa się prawie że idealnie z nazwą "Za ragoza"

https://hr.wikipedia.org/wiki/%C5%A0irokolisni_rogoz 

I w istocie tereny Saragossy w przeszłości były jednym wielkim bagniskiem porośniętym tą ważną rośliną jadalną.

Jeśli jedzie się z Madrytu do Saragossy, to po przekroczeniu przełęczy otwiera się nam wspaniały widok na olbrzymią nieckę w której leży to miasto i przejeżdżając przez nie nie sposób nie zauważyć, że wiele nieużytków porośniętych jest trzciną i rogożą i tylko liczne kanały i system melioracyjny chroni to miasto przed zamienieniem się powtórnie w bagno.

Dla wędrujących między Hiszpanią i ojczyzną Słowian te bagniska były bardzo ważnym punktem orientacyjnym i ważnym źródłem pokarmu.

Stanowiły też jedno z ważniejszych centrów osadnictwa, co pozostawiło też dalsze ślady w nazewnictwie geograficznym tego zakątka Hiszpanii.

Przez Saragossę przepływa rzeka Ebro.

Nazwa tej rzeki jest dobrym przykładem tego jak Polakom i Słowianom robiona jest woda z mózgu i jak przez subtelne przemilczenia i kłamstwa odwodzi się ich od prawidłowych skojarzeń.

Jeśli przeczytamy hasło Ebro w wikipedii to wszystko to co mogłoby nas skierować na słowiańskie tropy zostało z tego wpisu usunięte.


Wystarczy jednak zajrzeć na stronę niemiecką i nagle pojawiają się tam rzeczy, które każdego Polaka muszą tak naprawdę wprowadzić w osłupienie.


Nagle rzeka Ebro po łacinie nie nazywa się Hiberus ale Iberus i ma też swoja nazwę po baskijsku Ibar, którą z wersji polskiej skwapliwie usunięto.

Oczywiście nie bez przyczyny, bo ci co interesują się trochę historią Polski mogliby sobie przypomnieć to, że ta nazwa nie jest im obca. Nad rzeka Iber, tylko, że ta płynie przez obecną Ukrainę, doszło do jednej z ważniejszych bitew polskiego oręża.


Tak jak jej hiszpański odpowiednik, rzeka ta jest silnie zabagniona i to właśnie skłoniło Słowian napływających na tereny Hiszpanii do nadania rzece Ebro tej samej nazwy co podobnej rzece znanej im z ich ojczyzny.


Zresztą nie jest to ostatni tego typu przykład. Z polskiej wikipedii usunięto skwapliwie również wszystkie nazwy dopływów rzeki Ebro w których nazewnictwie na pierwszy rzut oka widzimy ich słowiańskie korzenie, no może poza rzeką Eserą która jest oczywiście odpowiednikiem naszej Izery.
Takich rzek jak np. OCA (OKA) szukać tam jednak na próżno.
Inne dopływy to np. rzeka Bayas. Po baskijsku zwana Baia wypływając u podnóża góry GORbeia, czyli po naszemu Góry Białej.

Albo kolejna o nazwie RIBAGORZANA, czyli rzeka z górskimi rybami.

Te przykłady są tylko drobnym wycinkiem tego bogactwa słowiańskich nazw które tak naprawdę są jeszcze obecne na tym terenie, ponieważ na oficjalnych mapach nie podaje się oczywiście tych nazw, które używane są jeszcze lokalnie przez ludność tubylczą.


W Hiszpanii znajdziemy jednak jeszcze inne rzeki o zadziwiająco słowiańskich nazwach jak np. rzeka Lena, rzeka Ruecas, a nawet znajdziemy odpowiednik naszej Odry


Wracając do miast, to również miasto Granada zawdzięcza swoja nazwę Słowianom.
Oznacza ona po prostu „Grana da”. Słowo „grana” jest liczbą mnogą od łacińskiego „grano” - „ziarno”, możliwe również że od słowiańskiego grono, używanego jako zamiennik słowa kłos.

Tak więc miasto to otrzymało swoją nazwę od tego, że było (jest) centrum produkcji zboża w Hiszpanii i jego korzystne położenie wynikające z żyzności gleb i z dostatku wody zapewniało wyśmienite plony.

Ten dostatek wody wynikał z bliskości gór. Ich nazwa to Sierra Nevada.

O ile określenie Sierra jest późniejsze o tyle słowo Nevada (Newada) jest typowo słowiańskie i wywodzi się od określenia „Na woda”. Oznacza to więc, ze Słowianie nazywali je „Górami Nawadniającymi” co też jak najbardziej odpowiada rzeczywistości.

Kolejne miasto to Malaga. Miasto to należy do najstarszych w Hiszpanii i egzystuje co najmniej od 1 tys. przed naszą erą. Jego nazwa w najstarszych zapiskach zapisana jest alfabetem starosłowiańskim interpretowanym jako fenicki i składa się z liter M,L i K.

Starożytni Grecy nazywali je MALAKA. Oczywiście nazwa ta pochodzi od naszego określenia Mleka. Słowianie nazwali więc to swoje miasto „Mlekowa”.


Możliwe, że dotyczyło to białości ścian domostw tego miasta, ale jeszcze bardziej prawdopodobne jest to, że odnosiło się to faktycznie do tego, że było ono centrum hodowli bydła i owiec i jego mieszkańcy specjalizowali się w produkcji przetworów mlecznych.
Geograficznie jest to bardzo prawdopodobne, bo południowa Andaluzja jest bardzo górzysta i słabo nadaje się do uprawy roślin, ale za to doskonale do hodowli zwierząt.

Zresztą znajdziemy na to i inny przykład.

Niedaleko od Malagi znajduje się miejscowość Maclinejo. Czytamy ją jako Maklineho. Przynajmniej tak czyta się ją od czasu reform językowych przeprowadzonych w celu zamazania słowiańskich śladów.

W przeszłości zapisywano nazwę tego miasteczka alfabetem słowiańskim w którym literę „C” wymawiamy jako „S”, natomiast „J” tak jak przystało, a nie jak „H”, jak to czyni się obecnie.
Jeśli więc wymówimy nazwę tego miasteczka prawidłowo, to powinno się ono nazywać „MASLINEJO” i odpowiada naszemu określeniu Maślana lub tez bardziej z rosyjska „Maslinnaja”.

To potwierdza jak ważną rolę odgrywało mleko i produkty mleczne dla mieszkańców tego regionu Hiszpanii.

I jeszcze jedno powinno rzucić się nam w oczy. To nazewnictwo nie zostało dobrane chaotycznie ale podlegało dość sztywnym zasadom. Nasi przodkowie dobierali te nazwy zgodnie z tym, czym dany region się charakteryzował, Kordoba od Kory dębowej, Malaga od Mleka, Saragossa od rogoży. Jest to bardzo praktyczne podejście i może być użyte do odszyfrowania słowiańskich korzeni innych hiszpańskich miejscowości. Oczywiście jest to możliwe tylko w przypadku tych największych i najbardziej znanych. Hiszpanizacja nazw geograficznych była bardzo skuteczna i do dziś rząd centralny dba o to, aby odradzający się lokalny nacjonalizm nie doprowadził do przywrócenia starych zapomnianych już określeń geograficznych.

Oczywiście oprócz tych przykładów znajdziemy w Hiszpanii setki a może i tysiące podobnych, ale wykracza to już daleko poza zakreślone przez nas ramy.

W kolejnej notce odbiegniemy trochę od tematu aby nakreślić szerszą perspektywę zdarzeń historycznych.

Czy znaleziono grób Marii Magdaleny?


Czy znaleziono grób Marii Magdaleny?

W zaciętej debacie o prawo do jedynej, najprawdziwszej z prawdziwych, interpretacji historii nie brakuje również Austriaków. Również oni mieszają gdzie mogą i w wielu aspektach reprezentują jeszcze bardziej skrzywiony obraz rzeczywistości niż ma to miejsce u samych Niemców.

W tych austriackich łbach nie może się pomieścić to, że Słowianie tworzyli już cywilizację kiedy nawet jeszcze nie istniał język niemiecki, ani nic co mogło go nawet przypominać.

Nie przeszkadza to jednak im w próbach takiej interpretacji znalezisk archeologicznych, aby kwestia Słowian nie pojawiła się w nich nawet marginalnie.

Po części wynika to z tego, że sami Austriacy są Słowianami którzy wypierają się swojej przeszłości i najchętniej wymazaliby z niej swoje prawdziwe pochodzenie.
Nie ma się więc co dziwić, że jako odszczepieńcy szczególną nienawiścią dążą swoich słowiańskich przodków.

Na szczęście historycy austriaccy przesadzają w swoim zaślepieniu i wpadają w sidła swoich własnych kłamstw.

Przykładem mogą być dwa artykuły które dotyczą wprawdzie zarówno odległych geograficznie jak i czasowo regionów, ale które posłużą nam w dalszej perspektywie na udowodnienie ich ścisłych powiązań z kulturą Słowian.

Pierwszy artykuł dotyczy wykopalisk w starożytnym mieście, na terenie obecnego Izraela, mającego dla tego rejonu równie wielkie znaczenia jak Jerozolima. W czasach epoki brązu było ono zamieszkałe przez ludność którą historycy wiążą z ludem Hyksos znanym z tego, że podbił Egipt i przez około 250 lat rządził tym krajem jako tzw. XV dynastia.

https://www.oeaw.ac.at/detail/news/ausgrabungen-in-israel-werfen-neues-licht-auf-bronzezeit/

Nasi austriaccy propagandziści usilnie próbują przyczepić Hyksosom azjatyckie pochodzenie.

Oczywiście te pomysły są kompletnie porąbane i świadczą o chorobliwej ślepocie na fakty.

Wszystkie świadectwa archeologiczne świadczą o tym, że Hyksosi należeli do ludów słowiańskich z terenów Europy Środkowej i Wschodniej. Świadczy również o tym to, że jako pierwsi zastosowali na Bliskim Wschodzie rydwany bojowe oraz używali wynaleziony przez Słowian łuk kompozytowy.

Również świadectwa pisane potwierdzają ich związki ze Słowianami. Wprawdzie nie ma ich za wiele, ale ostało się np. imię ostatniego faraona z tej dynastii.
Zapisał je kapłan Manethon w swojej kronice dziejów Egiptu.


Tak jak w wielu, można by nawet powiedzieć że w niezliczonych przypadkach, doszło tam do przeinaczeń brzmienia tego imienia na skutek tego, że w starożytności nie znano ścisłych reguł kierunku zapisu.


W załączonym linku widzimy, że faraon ten występował pod imieniem Chamudi, Assis lub Archles. Oczywiście imiona te zostały odczytane w odwrotnym kierunku niż pierwotny kierunek zapisu. Pomijając końcowe litery, które użyte zostały w nich do tego, aby nadać tym imionom typowe brzmienie, mamy tu do czynienia z imionami które trzeba czytać z prawej na lewą i które tak naprawdę brzmiały Dumach, Issa oraz Lech Ra.

Oczywiście pierwsze z tych imion przetłumaczymy jako Dumający, Myślący lub Mądry, co jest oczywiście częstym określeniem dla władców i powtarzało się w historii niezliczoną ilość razy.

Imię Issa znamy już jako częste na Bliskim Wschodzie wśród tamtejszych narodów słowiańskich i od którego to wywodzi się również imię Jezus.
Oznaczało ono pierwotnie „czysty” „niepokalany”


Imię Lech Ra jest złożeniem słowiańskiego imienia Lech (Lechita) i egipskiego określenia na Boga Słońca - Ra.

Odwrotne odczytywanie imienia Lech doprowadziło do tego, że opacznie rozumiemy też pochodzenie bohatera Iliady Achilla.



Jednocześnie musimy oczywiście zadać sobie pytanie, dlaczego nie widzimy słowiańskich powiązań w samym określeniu ludu Hyksos.

Wynika to z tego, że nie było to imię własne tego narodu, ale zostało mu nadane przez Egipcjan dla podkreślenia ich militarnych przewag jak również tego, że przypisywano temu ludowi pierwszeństwo wśród twórców ludzkiej cywilizacji. To przekonanie nie było bezpodstawne ponieważ inwazja Hyksosow na Egipt oznaczała również olbrzymi skok cywilizacyjny tego kraju.


Hyksosi przynieśli ze sobą nie tylko nowe technologie militarne i umiejętności metalurgiczne, ale dokonali też rewolucyjnych zmian w metodach produkcji żywności, przyczyniając się do dobrobytu Egiptu w następnych stuleciach i do podwojenia liczebności jego mieszkańców.

Jednym z ich wynalazków było wprowadzenie nawadniania przy użyciu tak powszechnie znanych wśród Słowian „żurawi” do czerpania wody. 


Wprawdzie zachodnia propaganda wymyśla tu niestworzone rzeczy i bredzi w dalszym ciągu coś o „kolebce cywilizacyjnej” Bliskiego Wschodu, ale to są nic innego jak zwykłe kłamstwa.

Prawdziwą kolebką cywilizacyjną były tereny między Dunajem, Odrą i Wisłą i to Słowianie o haplogrupach „R1a” i „I” byli jej prawdziwymi twórcami.

Wracając do imienia własnego tego narodu, to aby znaleźć ich prawdziwe określenie musimy sięgnąć do Biblii.

Wiele wskazuje na to, że Hyksosi wymieniani są w Biblii bardzo często, z tym że nazywani są tam imieniem Amalekici.

Również i to imię nie przypomina na pierwszy rzut oka słowiańskiego, dopóki nie uświadomimy sobie tego, że jest ono tak naprawdę współczesnym wymysłem. Nie ma żadnych dowodów na to, że tak je wymawiano w czasach biblijnych.

Wiele wskazuje na nieporozumienie i na wciśniecie samogłosek „A” na siłę do tego wyrazu aby zamazać jego słowiańskie pochodzenie.

W hebrajskim samogłosek się nie zapisuje, tak więc czytający musi sam wiedzieć wcześniej jak się dany wyraz wymawia i jakie samogłoski trzeba do niego wstawić aby uzyskać prawidłowe brzmienie danego słowa.

W tym przypadku nie było po prostu takiej potrzeby i nazwę tego ludu czyta się tak jak jest on zapisany czyli jako „MLEKICI”.

Oczywiście nazwa pochodzi od tego, że lud ten trudnił się nie tylko rolnictwem,


ale również hodowlą i spożywanie produktów mlecznych należało do podstawowych składników ich diety.

Spożywanie mleka jest tylko dla Słowian oczywistością. Większość innych grup ludzkich mleka nie trawi (przynajmniej w dorosłym wieku) i jego spożycie może prowadzić do poważnych powikłań w układzie trawiennym tych ludzi.


4 tys. lat temu ta zdolność była jeszcze mniej rozpowszechniona na świecie niż obecnie i tylko u Słowian ukształtowała się duża tolerancja na mleko, ponieważ tylko oni już od tysiącleci nauczyli się je wykorzystywać i stało się ono podstawą ich wyżywienia.

Nie ma się więc co dziwić, że po przybyciu Słowian na Bliski Wschód jego mieszkańcy nie mogli się nadziwić temu, że ci nowi przybysze piją mleko i nie mają po tym żadnej sraczki.

Dlatego nadali nowym przybyszom charakterystyczną nazwę korzystając z określenia mleka w języku przybyszów - MLEKICI.

Szczególnie wymowne w tej opowieści jest to, że austriaccy archeolodzy prowadzili te wykopaliska w mieście o nazwie Lachisz i mimo to nie potrafili albo nie chcieli powiązać tego miejsca z naszymi przodkami Lachami.



Kolejne austriackie brednie znajdziemy w tym artykule.


Historia jest niezmiernie interesująca i to z wielu powodów.

W miejscowości Hemmaberg znajdującej się na pradawnych terenach słowiańskich, które dopiero w ostatnich 2, 3 stuleciach uległy germanizacji, znaleziono pozostałości starożytnego centrum chrześcijańskiego z licznymi kościołami i domami dla pielgrzymów.

Był to ponadregionalny ośrodek kultu porównywalny mniej więcej ze współczesnym Lourdes.

Do tego miejsca pielgrzymowali w starożytności chrześcijanie z całego świata, o czym świadczy już sama wielkość tego zespołu architektonicznego.
Sprawa jest tym bardziej zagadkowa, że pod koniec 6 wieku naszej ery to miejsce zostało opuszczone i przez następne 1200 lat zapomniano kto i dlaczego był tam tak bardzo czczony.

Nasi Austriacy naprawiacze historii przypisali to inwazji pogańskich Słowian i zniszczeniu przez nich tego ośrodka kultowego. W rzeczywistości padło on ofiarą gigantycznej epidemii dżumy która wyniszczyła w tamtych czasach prawie całkowicie ludność Europy.


Słowianie przetrwali tę epidemię relatywnie najlepiej, przynajmniej niektóre z ich plemion, ponieważ odporność na dżumę jest związana z grupą krwi „B”, a która to wśród Słowian jest relatywnie częsta.


Nieszczęście polegało na tym, że epidemia dżumy doprowadziła też do olbrzymich przetasowań politycznych w wyniku czego arianizm w Europie został wyparty przez agresywną sektę chrześcijańską z Wysp Brytyjskich, współcześnie zwaną katolicyzmem, co jeszcze podkreślone zostało zmianą dynastii panującej wśród Słowian Zachodnich i wyparciu Merowingów przez Popielidów.



Nowi władcy zwalczali religię swoich poprzedników i nie mieli żadnego interesu w odrodzeniu kultu założycieli tej dynastii, a wprost przeciwnie, zrobili wszystko aby to miejsce uległo całkowitemu zapomnieniu.


W trakcie wykopalisk w roku 1991 pod ołtarzem jednego z kościołów w Hemmaberg natrafiono na dobrze zachowany grobowiec z niewielkim kamiennym sarkofagiem ze szczątkami osoby będącej przyczyną tego kultu.

Sprawa wydawała się mało spektakularna dopóki nie przeprowadzono datowania tych szczątków oraz ich dokładnego badania.

Okazało się, że są to szczątki kobiety zmarłej w wieku między 35 a 50 lat. Dodatkowo okazało się, że należała ona do pierwszej generacji Chrześcijan w Europie. 

Na podstawie analizy genetycznej przyjęto, że pochodziła ona z rejonu obecnego Izraela. Należała więc do pierwszej fali chrześcijańskiej religii która dotarła do Europy z Bliskiego Wschodu.

Dlaczego jednak pochowano ją akurat w tym rejonie Imperium Rzymskiego?

Tak jak już na to wielokrotnie wskazałem, Chrześcijaństwo rozpowszechniło się szczególnie szybko wśród ówczesnych Słowian, ponieważ powstało ono głównie na bazie słowiańskiej religii i było dla Słowian czymś z czym mogli się natychmiast identyfikować.

Również tereny Koroszki były w czasach rzymskich zamieszkałe, tak jak i obecnie, w znacznej części przez Słowian i prześladowani chrześcijanie Imperium Rzymskiego znajdowali tam bezpieczne schronienie wśród współbraci. Również ta kobieta uciekając przed represaliami mogła dotrzeć aż tam i po śmierci stała się chrześcijańską świętą.

Żeby zrozumieć dlaczego właśnie to miejsce miało dla Słowian takie ważne znaczenie trzeba zauważyć, że już znacznie wcześniej góra ta było miejscem kultowym i od XV wieku przed naszą erą znajdujemy tam ślady słowiańskiego osadnictwa. Na podstawie zachowanej inskrypcji wiemy też jak nazywano to miejsce kultu w czasach rzymskich.

Określano je nazwą „Iovenat”.

Ta nazwa nie jest nam jednak obca. W trakcie odczytywania etruskich napisów trafiliśmy już wielokrotnie na imię największego Boga Etrusków Ioveia.


Tak więc musimy przyjąć, że to miejsce kultowe było poświęcone Ioveiowi.

Jeszcze bardziej niesamowite jest to, że w tym rejonie imię Iovei posłużyło za bazę lokalnego nazewnictwa i sąsiadującą miejscowość w czasach starożytnych nazywano Iuenna, a w czasach średniowiecza natomiast Iunberch lub Jaunberg.

Chciało by się krzyknąć Bingo!

Tu mamy właśnie bezpośredni związek z brakującym nam ogniwem łączącym noc świętojańską z  bóstwem słowiańskim o imieniu Jan.



Oczywiście teraz staje się również jasne to, dlaczego chrześcijaństwo zagarnęło słowiański kult Ioveia (Jana) razem z jego głównym miejscem kultowym.

Ułatwiło to znacznie rozprzestrzenienie wiary chrześcijańskiej wśród Słowian, która jednak wtedy miała całkiem inny charakter i którą obecnie określamy mianem Arianizm.


Religia ariańska rozwijała się w Europie w ścisłym powiązaniu z jej ośrodkami na Bliskim Wschodzie. Widzimy to również wyraźnie w zdobnictwie kościołów na tej górze znalezionych w trakcie wykopalisk.


Do tej tematyki wrócimy w przyszłości, kiedy podejmę kontynuację tematyki historii Żydów i Chrześcijan na Bliskim wschodzie.

Oczywiście historycy austriaccy nie omieszkali wygadywać bzdur o pierwszej austriackiej świętej.

Jeśli już, to jest to pierwsza święta Słowian zapewne dlatego, bo należała ona do bezpośredniego otoczenia Jezusa i z tego powodu musiała szukać schronienia przed prześladowaniami wśród swoich rodaków, bałkańskich Słowian.

Jest wielce prawdopodobne, że mamy tu do czynienia z Marią Magdaleną, protoplastką rodu Merowingów i Piastów.

Ale nad tym artykułem nie warto się dłużej rozwodzić. Ci historycy potwierdzają tylko rozpowszechnione wśród Polaków przekonanie, że to tylko takie „austriackie gadanie”.

Szkoda tylko, że nie spotyka się to z żadną kontrą ze strony naukowców słowiańskich i odkrycia w Hemmaberg są w Polsce kompletnie nieznane.

Translate

Szukaj na tym blogu