Następne tłumaczenia etruskich napisów

Następne tłumaczenia etruskich napisów

Omówiliśmy już wiele przykładów etruskich napisów, często dość sprytnie zaszyfrowanych, a więc jest już czas na zmierzenie się z bardziej skomplikowanym zadaniem.

Ale na początek, dla rozgrzewki, coś prostego.

Odczytamy najpierw napis na etruskim lustrze pokazującym wieszcza w trakcie przepowiadania przyszłości z wątroby zwierzęcia ofiarnego.



Na wizerunku znajdziemy etruski napis, który odczytany został przez „naszych histeryków” jako „Kalchas”.

Wprawdzie litera „K” powtarza się w tym napisie dwukrotnie i jeśli już to musielibyśmy odczytać ten napis jako „KALKAS”, no ale wtedy nie pasowałoby on do postaci Kalchasa z „Iliady”.


Jednak zgodnie z najważniejszą zasadą współczesnej nauki - „Jeśli dowody nie pasują do teorii, to tym gorzej dla dowodów” - również i w tym przypadku nikt się tym oczywistym faktem nie przejmował

W rzeczywistości napis ten należy odczytać w odwrotną stronę, a wtedy ma on następującą formę:

ŻAKLAK

Jego podobieństwo do naszego polskiego określenia „Rzekłem” jest oczywista, a to oznacza po prostu „powiedzieć”.
Końcówka „AK” jest do dzisiaj używana dla określenia zawodów jak np. „rybak”, tak więc „Żaklak” przetłumaczymy na współczesnego „przepowiadacza”.

Oczywiście współcześni językoznawcy nie są w niczym lepsi niż ich antyczni poprzednicy. Również Homer (Homir) kopiując ze słowiańskich podań i mitów, w trakcie spisywania Iliady,


korzystał zapewne ze słowiańskich zapisków, często nie zdając sobie nawet sprawy z prawidłowego kierunku ich odczytywania i wyszło mu z „Żaklaka” - „Kalchas”.

Jest to dobry przykład ilustrujący to, jak na skutek „błędów i wypaczeń” doszło do wytworzenia się języka greckiego.

Gdyby dobrze poszukać, to w tysiącach greckich wyrazów znaleźlibyśmy słowiański rdzeń. Najprawdopodobniej antyczne teksty greckie, przy dokładnej analizie, okażą się być spisane w języku słowiańskim, jeśli tylko uwzględni się to, że kombinacje liter „US” „OS” i „AS” były tylko znakami oddzielającymi poszczególne wyrazy w zdaniu i nie były uwzględniane przy ich wymowie.

Niestety nie wszystkie napisy są tak bajecznie proste w interpretacji i niektóre stawiają nas przed całkiem niełatwym zadaniem.

Za przykład posłuży nam następujący napis:


Co od razu w tym napisie zauważymy, to występowanie podwójnych kropek.

Nieodparcie nasuwa się myśl, że znaki te są wskazówką, aby wstawić w to miejsce brakujące litery. Czytający ma więc za zadanie wyszukać takie litery, które dadzą w efekcie nie tylko sensowne wyrazy, ale złożą się nam w sensowne zdanie. Z podobnym zadaniem spotkałem się już odczytując antyczne teksty Traków (patrz poprzedni link).

Dla Etrusków było to zapewne dziecinnie proste, dla nas, nie znających ich języka, jest to już bardziej skomplikowane.

Całe szczęście pomiędzy naszą mową, a mową Etrusków, występują tylko powierzchowne różnice i przy odrobinie szczęścia jesteśmy w stanie taką łamigłówkę odgadnąć.

Tak było też i w tym przypadku. Zabrało mi to wprawdzie wiele czasu i nerwów, ale w końcu znalazłem brakujące litery.

Ukrywały się one w ostatnim wyrazie napisu.


Pierwsza jego litera ma kompletnie fantazyjny wygląd i nie ma w innych tekstach żadnych odpowiedników. Poza tym zauważymy nad tą literą wyraźny znak w formie kropki. Jest on sygnałem tego, że mamy tu do czynienia z próbą ukrycia prawdziwego jej znaczenia i że tu właśnie ukrywa się klucz do rozwiązania tajemnicy tego napisu.

Pierwsza litera tego wyrazu jest tak rozbudowana, że musi nam to sugerować, że jest ona ligaturą składającą się z tych liter których brakuje w tekście.


Łatwo zauważyć, że występują w niej, jako elementy składowe, etruska litera „L


etruska litera „M




i litera „I


Eliminując z tej ligatury wszystkie rozpoznane przez nas już litery otrzymamy też przy okazji ukrytą pierwszą literę ostatniego wyrazu


Na szczęście z kontekstu można się domyśleć co ten wyraz oznacza.

Tym słowem jest wyraz „SIBLA”. Tak więc i w tym przypadku mamy do czynienia ze złożeniem liter „S” i „I”.



Wyraz ten kojarzymy z postacią Sybilli i ksiąg sybillińskich. Sybilla była wieszczką przepowiadającą przyszłość. Była więc, że tak powiem, personifikacją nieubłaganego losu.


Dla Etrusków słowo „SIBLA” oznaczało po prostu przeznaczenie.

Nieznajomość własnego przeznaczenia napawało antycznych Słowian niewyobrażalnym strachem, stąd nawet użycie tego słowa bez jego zaszyfrowania było w ich pojęciu wyzwaniem dla Bogów(a), które dla śmiertelnika musiało się skończyć jego śmiercią.
To był główny powód tego, że tego typu wyrazy starano się ukryć, poprzez ich zafałszowanie fantazyjnymi znakami, jak w podanym przykładzie.

Dodatkowo musimy zauważyć, że etruska litera „B” wystaje zdecydowanie ponad szeregiem liter w dolnym rzędzie napisu. Sugeruje to nam, że należy ona jednocześnie do górnej jego części.

Teraz możemy wstawić litery we właściwe miejsca


i podzielić napis na poszczególne wyrazy.


Pozwala nam to na zrozumienie całości zdania i stwierdzamy ku naszemu zdziwieniu, że jego znaczenie jest tak współczesne, że wydaje się nam jakby zostało wymyślone dopiero wczoraj.

Mol letit bol vłażi sibla

Słowo „Mol” pochodzi oczywiście od południowosłowiańskiego „Moliti” - „modlić się

Letit” to nasze „leczyć”.

Bol” to oczywiście „ból”, lub zgodnie z nową gramatyką wprowadzoną przez najwyższego przedstawiciela „naszej elity” „bul”.

a „vłażi” to odpowiednik naszego słowa „władzy”.

Tak że już bez problemów możemy ten napis przetłumaczyć jako:

Modlitwa leczy ból władzy przeznaczenia”.

Niewątpliwie i współcześnie patrzymy na tę sprawę podobnie, szukając w modlitwie ukojenia od nieszczęść, które spadają na nas jak grom z jasnego nieba. Dodatkowo nie dziwi nas również to, że napis ten znaleziono na urnie pogrzebowej. Jego wymowa pasuje w tym przypadku znakomicie.

Odczytując ten napis udowodniłem, że generalnie przy próbach zrozumienia etruskich (słowiańskich) napisów, musimy nie tylko uwzględnić możliwość zbitek literowych (ligatur), ale również możliwość występowania całkowicie fantastycznych ich form, oraz luk w napisach, dla ukrycia ich znaczenia.

Było to jednym z powodów kompletnego fiaska nauki przy próbach odczytania etruskich napisów, na skutek skrajnie prymitywnego podejścia do zagadnienia, jak i intelektualnej impotencji jej przedstawicieli.

Nie można jednak zapomnieć i o tym, że głównym powodem była i jest konieczność podtrzymania, przez tzw. naukowe kręgi oraz rządzące nami „pseudoelity”, legendy o wyższości „cywilizacji” Europy zachodniej, nad cywilizacją Słowian.

O przyczynach anomalii Fly-by

Pogadanki                                                                        11.12.2011


O przyczynach anomalii Fly-by


Anomalia Fly-by należny do jednych z bardziej znanych zagadkowych obserwacji zjawisk fizycznych. Anomalia ta polega na tym, że w trakcie manewru mijania Ziemi przez sondy kosmiczne zaobserwowano większy wzrost ich prędkości niż to wynikało z obowiązujących teorii grawitacji

https://en.wikipedia.org/wiki/Flyby_anomaly

To jak dotychczas nie wyjaśnione zjawisko dowodzi, że grawitacja nie jest przez naukę w pełni zrozumiana co oczywiście prowadzi do tego, że fizycy robią wszystko żeby tylko nie przeprowadzić eksperymentów potwierdzających nieodwołalnie jej istnienie.

Była to też druga zagadka którą zająłem się zaraz po rozwiązaniu anomalii Pioneera.
Jeszcze pod wpływem tej metodologii, która okazała się poprzednio tak skuteczna, podjąłem cały szereg prób rozwiązania jej na bazie matematycznego dowodu. Bezskutecznie.
Co gorsza prowadziło to do tego, że więcej czasu traciłem na rachunki i rożnego typu numerologiczne szpagaty niż na zastanawianie się nad przyczyną tej anomalii. W efekcie mój zapał do fizyki zaczął gasnąć, w miarę tego jak szansa znalezienia rozwiązania malała. 

Całe szczęście nadszedł taki moment w którym zdałem sobie sprawę z bezsensowności takiego podejścia do tego problemu.
Jedną z metod pomagającą mi zrozumieć określone zjawisko jest jego redukcja do możliwie najprostszej postaci.

Jeśli przyjmiemy że materia jest zbudowana z oscylujących wakuol to możemy oscylacje np. dwóch z nich opisać oscylacją wspólnej wakuoli łączącej cechy obu składowych. To co zrobiliśmy dla dwóch możemy również zrobić dla 3, 10 ale też i dla wszystkich wakuol z których składa się sonda kosmiczna. Innymi słowy redukujemy nasza sondę do jednej oscylującej wakuoli i możemy teraz spróbować prześledzić sposób jej zachowania w trakcie manewru Flyby.

W trakcie manewru Fly-by następuje zakrzywienie toru satelity. Wielkość tego zakrzywienia jest uzależniona od odległości od Ziemi tak samo jak wielkość anomalnego przyrostu prędkości satelity.
Jeśli przedstawimy graficznie zależność wielkości Δv (w trakcie Fly-by zaobserwowany anomalny przyrost prędkości satelity) od kwadratu odległości sondy od Ziemi w momencie największego zbliżenia, to zauważymy, że otrzymana krzywa wykazuje taki sam przebieg jak wielkość potencjału grawitacyjnego.
Wskazywało by to na związek ze Stałą Grawitacji. Jednocześnie założyłem jednak, że anomalia Flyby i anomalia Pioneera mają to samo źródło. To z kolei skłoniło mnie do szukania zależności pomiędzy nimi. Ta zależność była bardzo prosta do znalezienia.

Stwierdziłem, że wartości Tła Grawitacyjnego Δa równa jest iloczynowi wartości Stałej Grawitacji pomnożonej przez 4Pi.

Dopiero gdy zrozumiałem że Tło Grawitacyjne nie jest tylko dodatkowym elementem grawitacji ale jej prawdziwym źródłem i że nie jakaś wyimaginowana siła powoduje grawitacyjne oddziaływanie tylko przyspieszenie Tła Grawitacyjnego działające jednak na każdą cząstkę elementarną z osobna, zrozumiałem też jak tę anomalię można wytłumaczyć.
Z punktu widzenia mojej Teorii Oddziaływań Grawitacyjnych manewr Fly-by ma następujący przebieg:

W trakcie przelotu w okół Ziemi trajektoria sondy na krótko przybiera formę ruchu po okręgu. Nasz zredukowany do pojedynczej oscylującej wakuoli satelita jest zmuszony do zmiany kierunku oscylacji i jej synchronizacji z kierunkiem do centrum Ziemi. Ta zmiana kierunku oznacza jednak że na wakuolę działa dodatkowe przyspieszenie w momencie synchronizacji w trakcie wejścia na orbitę kołową, oraz powtórnie w trakcie jej opuszczania. To przyspieszenie następuje w trzech wymiarach dla każdego wymiaru osobno, przy czym w trakcie wychodzenia z orbity kołowej co najmniej w jednym wymiarze będzie ono działać w przeciwnym kierunku do pierwotnego co musi zmniejszyć w tym wymiarze przyrost prędkości o połowę.
W ten sposób znalem już wszystkie elementy potrzebne mi do wyprowadzenia zależności.

Wartość anomalii możemy obliczyć z poniższego wzoru
Δv²xyz = 4Π / Δa m r² + 4Π / Δa m r² + 2Π / Δa m r²

po skróceniu otrzymujemy
Δv²xyz = 10Π / Δa m r²

jeśli zdecydujemy się użyć tak zwanej Stałej Grawitacji to otrzymujemy
Δv²xyz = 2,5 / G m r²

To równanie pozwala obliczyć wielkość przyszłych anomalii w trakcie manewrów Fly-by.
Δa - Przyspieszenie Tła Grawitacyjnego (8,3871E-10 m / s² )
Δv - [m/s] - anomalny przyrost prędkości
m - [kg] - masa sondy
r – [m] - odległość od Ziemi w momencie maksymalnego zbliżenia
G - "Stala Grawitacji"

Poniżej przedstawione są dane anomalnych manewrów Fly-by:


                   Near        Galileo            Rosetta


r² – (m²)    2,8354E+11     9,1404E+11         3,8193E+12


m – [kg]          730,4               2497,1             2895,2


Δv² – [m²/s²] 1,7638E-04    1,6004E-05          3,3034E-06


Δv – [m/s]     0,01328             0,00400              0,00182


zaobserwowano następujące Wartości anomalnego przyrostu prędkości
Δv – [mm/s]   13,46±0,13        3,92±0,08           1.82±0,05

widzimy że obliczone wartości są zgodne z obserwacja.

Na podstawie przebiegu zależności wartości anomalii Δv od kwadratu odległości sondy od Ziemi musimy stwierdzić, że jeśli trajektoria sondy przebiega w odległości większej niż ca. 3000 km od Ziemi w momencie największego zbliżenia to wartość anomalii maleje tak, że nie będzie ona rejestrowana przez dotychczasowe metody pomiarowe.

Jednak to nie wszystkie wnioski jakie można wyciągnąć z faktu istnienia anomalii Flyby i rozwiązania jakie proponuję.

Najważniejszym wnioskiem jest to, że w ujęciu fizyki klasycznej grawitacja jest przedstawiana fałszywie bo nie uwzględniane jest istnienie jej składowej rotacyjnej, tej która objawia się w momencie przejściowego wejścia satelity na orbitę kołową w trakcie manewru Flyby.

Pozwoliłem sobie na odpowiednie przekształcenie Prawa Grawitacji tak by ta składowa została uwzględniona.
F= 1 / 4π ρ0 δ0 x m1*m2/r^2

1/ δ0 = Δa
F – siła pomiędzy dwoma masami
m1 – masa pierwsza
m2 – masa druga
r – odległość miedzy masa 1 i 2
Δa - tło grawitacyjne Δa = 8,38695 x 10-10 m/s²
δ0 – przenikalność grawitacyjna [s²/m ]δ0 = 1.19233 x 10^9 s²/m
ρ0 – współczynnik masowy [kg/m² ]ρ0 = 0,5 w momencie wejścia i wyjścia z orbity kołowej oraz ~1,0 dla ruchu w pozostałych częściach orbity

Stala grawitacji została zastąpiona poprzez wyrażenie G = 1 / 4π ρ0δ0.

Oznacza to jednak, że ciała niebieskie nie poruszają się po orbitach eliptycznych, ale kształt tych orbit jest jajowaty tak jak to już przypuszczał Kepler.

Następny wniosek jest taki, że tak powszechna obecność rotacji, jako elementu ruchu ciał niebieskich we wszechświecie, nie jest przypadkiem, ale wynika z obecności rotacyjnej składowej oddziaływań grawitacyjnych.

Dla mnie osobiście zainteresowanie anomalią Flyby zmieniło moje podejście do matematyki w fizyce w sposób radykalny, bo pokazało mi jak bardzo ograniczone i jak fałszujące rzeczywistość jest jej użycie. Nie zdawałem sobie jeszcze wtedy z tego sprawy, że jej użycie jest w gruncie rzeczy bezsensowne.


PS. Niektórych zapewne zaciekawiło dlaczego przyjąłem takie radykalne podejście do matematyki, mimo że wyjaśnienie anomalii Fly-by powinno te wiarę raczej umocnić.
No tak całkiem koszerne to wyjaśnienie nie jest. Wprawdzie liczbowo równanie daje prawidłowe wyniki ale jednostki fizyczne się nie zgadzają. Lewa i prawa strona równania nie pasują do siebie.
Dla fizyka jest to powód żeby o takim wzorze jak najszybciej zapomnieć a bron Boże żeby się koledzy po fachu dowiedzieli. To było by równoznaczne z samobójstwem.

Cale szczęście nie jestem fizykiem i nie przeszedłem tresury jakiej oni doznali w trakcie studiów, przyjąłem to wiec bezstresowo.
Istnieją tylko dwie możliwości wyjścia z tego dylematu. Albo mój rachunek jest fałszywy i obliczone wartości to czysty przypadek, albo matematyka w fizyce jest o dupę rozbić.
Dlaczego wybrałem tę drugą alternatywę opowiedziałem w tym artykule.

http://krysztalowywszechswiat.blogspot.de/2015/10/o-przyczynach-niestabilnosci-masy.html







O przyczynach anomalii Pioneera

Pogadanki                                                                                                              03.12.2011




Moja przygoda z fizyką zaczęła się przed 8 laty. Oczywiście nauki przyrodnicze, ale nie tylko, 
interesowały mnie już od dziecka, tak więc nie był to start od zera. Mogę powiedzieć, że było odwrotnie, ilość wiedzy którą zgromadziłem była na tyle duża, że zacząłem sobie zdawać sprawę z tego, jak niepewne są w gruncie rzeczy interpretacje obserwacji i eksperymentów w obrębie nauki, a w szczególności fizyki.

Z początku nie przykładałem do tego uwagi, akceptując bez sprzeciwu kolejne szpagaty intelektualne jakimi uraczali nas fizycy i konsumowałem biernie kolejne brednie o ciemnej materii i energii, przyspieszonej ekspansji wszechświata itd.
Do czasu aż natrafiłem po raz kolejny na artykuł o anomalii Pioneera i anomalii Flyby.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Anomalia_sond_Pioneer

https://en.wikipedia.org/wiki/Flyby_anomaly 

Tym razem jednak nie wystarczyły mi już pseudo-wyjaśnienia fizyków. Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z tego, że fizycy blefują. Musiało minąć jednak parę lat zanim się zorientowałem do jakiego stopnia.

To że fizyka jest kompletna mistyfikacją nie mogło mi się wtedy jeszcze pomieścić w głowie.
Tak jak większość ludzi dążyłem fizyków bezgranicznym zaufaniem połączonym z trwożnym podziwem dla ich wprost nadprzyrodzonych intelektualnych osiągnięć.

To przecenianie ich zdolności powodowało, że nie przyszło mi nawet do głowy zmierzyć się samemu z tym zdawałoby się herkulesowym zadanie zrozumienia natury.

Po przeczytaniu artykułu o anomaliach (o których wprawdzie wiedziałem od lat) zaczęły pojawiać się u mnie wątpliwości. W międzyczasie, dzięki wysiłkom inżynierów i techników, pojawiły się możliwości (w formie internetu) dostępu do materiałów źródłowych, co ułatwiło mi zdobycie potrzebnej mi wiedzy.

Nagle stało się dla mnie jasne, że fizyka nie jest w stanie odpowiedzieć mi na pytania jak funkcjonuje nasza rzeczywistość. Co gorsza musiałem przyjąć do wiadomości, że fizycy już od dawna zrezygnowali z ambicji rozwiązania tej zagadki. 

Dobrowolnie zrezygnowali z tego co stanowiło fundament ich racji bytu.

To odkrycie byli dla mnie wstrząsem. Po raz pierwszy w moim życiu zacząłem wątpić w możliwości nauki i zdolności intelektualne jej przedstawicieli.
Trwało jednak jeszcze długo zanim zrozumiałem że fizyka jest nie tylko pełna niedomówień i paradoksów ale jest po prostu jednym wielkim nieporozumieniem żeby nie powiedzieć kłamstwem.

Zacząłem wiec szukać celowo paradoksów fizycznych i oczywiście pierwsze co znalazłem to artykuły dotyczące przesunięcia ku podczerwieni i rotacji galaktyk.
To co znalazłem nie wyjaśniło moich wątpliwości, wprost przeciwnie czym bardziej wgłębiałem się w tę problematykę tym bardziej była ona zagmatwana.

W tej beznadziejnej sytuacji, nie znajdując żadnej odpowiedzi, która by mnie przekonała o swojej prawdziwości, zdecydowałem się spróbować samemu rozwiązać ten problem.
Oczywiście byłem przekonany o tym, że to jest niemożliwością to abym ja, normalny zjadacz chleba, mógł trafić na coś, co uszło uwadze takich geniuszy jak fizycy.

Ku mojemu totalnemu zdziwieniu rozwiązanie znalazłem w ciągu paru godzin, ale potrzebowałem jeszcze czegoś bardziej namacalnego. W tym czasie byłem przekonany, że tak naprawdę tylko wyprowadzenie wzoru matematycznego, tłumaczącego moje rozwiązanie problemów anomalnych zjawisk w fizyce, jest jedyną prawidłową drogą.

Wiedziałem już czego szukać i jak powinno wyglądać przeprowadzenie tego dowodu.
Moim koronnym dowodem miało być wytłumaczenie anomalii Pioneera.

Przeprowadzenie odpowiednich rachunków nie trwało długo ale gdy spojrzałem na wynik to osłupiałem. Sprawdzałem go jeszcze raz, i jeszcze raz, z nadzieją że się pomyliłem, ale za każdym razem wychodziło to samo. W mojej głowie kołatało się tylko jedno pytanie: czyżby to wszystko było tak beznadziejnie proste?

Tak to było beznadziejnie proste rozwiązanie. I wtedy wreszcie zrozumiałem że fizycy to zwykli szarlatani i oszuści.

Na czym ono polegało? Oto ono.

Wiedziałem o doświadczeniu Pouda i Rebki w którym udowodnili że częstotliwość promieniowania rośnie jeśli fotony poruszają się w polu grawitacyjnym Ziemi w kierunku jej centrum. Zrobili to w ten sposób, że rozwalili strop w piwnicy laboratorium w którym pracowali i na pietrze umieścili źródło promieniowania gamma o znanej częstotliwości a w piwnicy detektor do pomiaru częstotliwości promieniowania. Źródło i detektor znajdowały się w odległości 22,57 m od siebie. Pomimo tak niewielkiej odległości zmierzyli przyrost częstotliwości o wielkości

Δf / f = 2,5 x 10^-15

Δf – różnica częstotliwości źródła i detektora
 f - częstotliwość źródła

Czyli mamy tu do czynienia z tak zwanym Blueshift. Jeśli zamienimy źródło i detektor miejscami to wystąpi zjawisko zmniejszania częstotliwości czyli tak zwany Redshift.
Tę doświadczalnie stwierdzoną zmianę porównali następnie z wynikiem jaki można było obliczyć teoretycznie korzystając ze wzorów Einsteina


i Plancka na energie


E - energia
m - masa
x – znak mnożenia
^ - znak potęgowania

Zgodnie ze wzorem Einsteina możemy energię fotonu przedstawić jako odpowiednik masy

E = mph x c^2

mph – obliczeniowa masa fotonu

i porównać z energią fotonu wyrażoną wzorem Plancka

 → h x f = mph x c^2

teraz możemy teoretyczną masę fotonu przedstawić jako iloczyn stałej Planka i jego częstotliwości podzielonej przez prędkość światła do kwadratu

 → mph = h x f / c^2

/ - znak dzielenia

wskutek ruchu z góry ku dołowi następuje przyrost energii kwantowej fotonów

ΔE = h x Δf

A maleje ich energia potencjalna.

ΔE = mph x g x H

g- przyspieszenie ziemskie
H – wysokość

po porównaniu

h x Δf = mph x g x H

i wstawieniu wcześniej obliczonej masy fotonu otrzymujemy

h xΔf = h x f / c^2 x g x H

wzór ten przekształcamy względem przyrostu częstotliwości i otrzymujemy

Δf / f = g x H / c^2

Podstawiamy teraz dane z doświadczenia i znane nam stale

Δf / f = 9,81 x 22,57 m/s^2 x m / (3x10^8) ^2 (m/s)^2

i otrzymujemy wynik 2,5 x 10^-15

Załóżmy że przestrzeń nie jest jednorodna ale jest zbudowana z nieskończonej ilości podstawowych elementów, które podlegają ciągłym oscylacjom, to znaczy ulegają bardzo nieznacznemu kurczeniu i rozszerzaniu. Odległości pomiędzy maksimum i minimum są bardzo niewielkie, rzędu średnicy jadra atomowego. Temu polu złożonemu z oscylujących jednostek przestrzeni nadałem miano Tła Grawitacyjnego.

Wróćmy teraz do eksperymentu Rebki

Zamiast g wstawmy do wzoru Δa to jest wartość przyspieszenia jakie nadaje materii Tło Grawitacyjne objawiające się anomalią Pioneera. Zamiast H wstawiamy D ponieważ przyspieszenie to działa stale na całej długości drogi fotonu.Otrzymujemy

Δf / f = Δa x D / c2

To wyrażenie Δf / f jest nam znane także z innego zjawiska a mianowicie jako kosmologiczne przesuniecie ku podczerwieni zaobserwowane przez Hubbla

Δf / f = z → c x z = Ho x D → z = Ho x D / c

z - przesuniecie ku podczerwieni

jeśli te dwa wzory teraz ze sobą porównamy, a mam do tego prawo zgodnie z tym co założyłem, to otrzymamy

Δa x D / c2 = Ho x D / c

Δa x D x c = c2 x Ho x D

Δa = Ho x c

a ta wartość została doświadczalnie potwierdzona w trakcie obserwacji sygnału sondy Pioneer.
Co to oznacza było dla mnie natychmiast jasne.

1.        Ekspansja wszechświata w skali globalnej nie istnieje
2.        Odległości podawane na podstawie przesunięcia tu podczerwieni są                              wyssane  z palca                                         
3.        OTW jest fałszywa
4.        Mechanika kwantowa jest fałszywa
5.        Tło grawitacyjne jest odpowiedzialne za wszystkie rodzaje oddziaływań
           podstawowych
6.        Tło grawitacyjne jest odpowiedzialne za masę materii

I jasne było dla mnie również, że to początek mojej nowej przygody z fizyką.

O homoseksualizmie wśród Etrusków

O homoseksualizmie wśród Etrusków

W kulturach antycznych praktyki homoseksualne były dość rozpowszechnione. Po części miało to podłoże religijne, a po części również znaczenie praktyczne, ponieważ wzajemny stosunek płci nie był tak wyrównany jak obecnie i zdarzały się okresy o znacznej przewadze jednej płci u noworodków. Homoseksualizm był więc możliwością zmniejszenia napięć w społeczności i zapobieżenia konfliktom.

Nie jest to fenomen ograniczony tylko do Europy, o czym pisałem już w tym artykule:


Byłoby więc co najmniej dziwne to, gdybyśmy się z tym nie spotkali również wśród Etrusków.

Wprawdzie bezpośrednich dowodów brakuje, ale znalazłem na to dowód pośredni, próbując odczytać kolejny etruski napis.

Tym razem przyozdabiał on, razem ze scenką rodzajową, etruskie zwierciadło.

Początkowo nic nie zapowiadało niespodzianki.

Widzimy tam postać, w otoczeniu dwóch służących, najprawdopodobniej przy rozczesywaniu włosów.



Napis przy tej scence jest krotki i na pierwszy rzut oka nie powinno być z jego odczytaniem problemu.


Czytany z lewej na prawą składa się on w języku etruskim z następujących głosek:

MALASIŻK

Podział na wyrazy też nie nastręcza problemu, bo widzimy od razu, że pierwszym wyrazem jest słowo „MALA” co tłumaczymy jako „mała

Gorzej było z rozpoznaniem drugiego słowa.

Sižk”, bo tak powinno się je przetłumaczyć stosując alfabet etruski, nie dawało żadnego rozsądnego znaczenia pasującego do omawianej scenki.

Równorzędną możliwością jest to, że wymowa pierwszej litery odpowiada raczej alfabetowi łacińskiemu, a więc powinno się ten napis czytać jako ”.
MALA CIŻK

Wprawdzie niewiele to początkowo zmienia, ale podsunęło mi pomysł, że kombinacja liter „żk” tak czy owak jest trudna do wymowy i aż prosi się w tym miejscu o samogłoskę. Pytanie tylko jaką?

Po wstawieniu w to miejsce samogłoski „A” otrzymamy słowo „ciżak” a to już ma swoje odpowiedniki w językach południowosłowiańskich w znaczeniu „czeczota”.

Czeczota to rodzaj specjalnego drewna o bardzo splecionych włóknach, z którego wytwarza się szlachetny fornir.

W przeszłości tym samym określeniem nazywano ludzi o kędzierzawych włosach. W języku polskim ostało się to w formie popularnego nazwiska „Czeczot”. Jeszcze ciekawsze jest to, że takim imieniem nazywano również egipskiego faraona.


To określenie pasuje bardzo dobrze do naszego wizerunku, ponieważ centralna osoba na obrazku rzeczywiście przedstawiona jest z kręconymi włosami.

W ten sposób mamy już pierwsze tłumaczenie tego napisu.

Mała (kobietka) z kręconymi włosami”.

Ale moment. Ta osóbka wcale mi nie wygląda na małą. Z pośród wszystkich postaci tego rysunku jest osobą najbardziej rosłą. I w ogóle jeśli chodzi o urodę to nic specjalnego. Duża głowa z dużym nosem i do tego raczej niezbyt kobiece rysy.

W tym rysunku coś nie pasuje.

Rozwiązanie tego dylematu znajdziemy, jeśli w omawianym słowie wstawimy między „ż” i „k” samogłoskę „i”. Otrzymamy wtedy słowo „čižik”, a to jest jednoznacznie odpowiednikiem naszego „czyżyka”.

Oczywiście w pierwszym momencie można pomyśleć, że chodzi tu o tego kolorowego ptaszka o tak pięknym śpiewie, że w przeszłości był on bardzo chętnie chowany przez ludzi.

Ptaszek ci i owszem, i to całkiem niezły, jeśli uwzględnić to, że to słowo ma swoje podwójne dno.

Zachowało się ono w języku polskim jako określenie małego chłopca.


Obecnie nie ma w nim specjalnego podtekstu, ale zapewne w czasach etruskich tak nazywano młodych mężczyzn o skłonnościach homoseksualnych.

I teraz rozumiemy już dlaczego ta „kobieca” postać w centrum wizerunku ma tak męskie rysy.

Zresztą czytając ten napis w odwrotnym kierunku (z prawej na lewą) znajdziemy tego kolejne potwierdzenie.

Tym razem możemy wydzielić wyrazy:

KŻI CALAM

W tym przypadku jest to rebus typu „podmiana-zamiana” tak jak to już spotkaliśmy u Traków.


Podmianie powinny ulec litery „Ż” i „C” co prowadzi nas do rozwiązania w formie:

KCI ŻALAM

Słowo „KCI” to oczywiście południowosłowiańskie „KĆI” oznaczające „córkę”.

Słowo „ŻALAM” to oczywiście nasze „żałuje”.

Tak więc zdanie to oznacza.

Żałuje że nie jest córką

Te słowne zabawy Etrusków rzucają również trochę światła na pochodzenia obecnie istniejącego słownictwa.
Tak np. pozwalają na zrozumienie jak powstało słowo „kokota”, tak popularne w wielu krajach określenie na kurtyzanę.

Jest to zapewne zniemczona wersja wyżej już wymienionego słowa „czeczota”. Już zapewne u Etrusków „czeczotka” znaczyła nie tylko kobietkę o kręconych włosach ale również kobietkę o „pokręconej biografii”.

W ciągu wieków trudne w wymowie dla zachodnich europejczyków głoski „cz” zostały zastąpione przez głoskę „K” i w tej nowej formie słowo to przetrwało do dzisiaj jako „kokotte”.

Zresztą „czeczota” inspirowała również Anglików. Ci wprawdzie nie używają tego słowa bezpośrednio, ale za to zapożyczyli jego formę znaczeniową i tak słowo „burl” oznacza zarówno drewno „czeczotki”, jak i splatane włosy. We współczesnym włoskim „burla” to „kawał” albo „psikus”. A słowa „burleska” i „burdel” zna już każdy na świecie.

Reasumując, twórca tego zwierciadła pozwolił sobie na dość frywolny żart, sugerując nam całkiem coś innego, niż w rzeczywistości przedstawił nam na rysunku oraz zapisał w inskrypcji.

Translate

Szukaj na tym blogu